FIWE Międzynarodowe Targi Branży Fitness i Wellness – relacja

O tym, że wybieram się na FIWE wspominałam niejeden raz. Bałam się trochę, że będę rozczarowana targami, ponieważ było to moje drugie tego typu wydarzenie, a jak wiadomo pierwszy raz zawsze robi wrażenie i do niego porównujemy potem inne.

fiwe_04
Źródło: Rafał Boruch Fotografia

Na targi wybrałam z się z rana w sobotę wraz z siostrą. Na dzień dobry przywitały nas kolejki.  Brak wydzielonych stref dla kolejek był mocno odczuwalny, przez co nie do końca wiadome było, gdzie się stoi. Czas oczekiwania wynosił ok. 15 minut zarówno dla osób, które kupowały bilet przez internet jak i osoby, które zdecydowały się kupić je na miejscu. Szatnia tradycyjnie kosztowała 2 zł, to trochę przykre płacić za wydarzenie 35 zł i jeszcze do szatni dokładać (myślę, że może inna firma obsługuje szatnie i stąd te opłaty), ale w teatrach dzieją się podobne rzeczy i powoli przestaje to dziwić.

wpid-wp-1442236259348.jpeg
Źródło: @nataliaafilipp (instagram)

Po tym oczekiwaniu okazało się, że niestety na pierwsze zajęcie BodyPump jesteśmy już spóźnione, a poza tym to czeka na nie spora kolejka (oczywiście kolejka była do czegoś innego, ale o tym za chwilę). Z racji tego, że miałyśmy niecałe 2 godziny oczekiwania na kolejne zajęcia, zaczęłyśmy zwiedzać halę. Hala 1 składała się głównie ze sprzętu dla siłowni oraz innych dziwnych maszyn. Było też kilka stoisk z ubraniami oraz jedno stoisko z suplementami. Nas najbardziej zainteresowało stoisko Blackroll (kupiłam standardową rolkę do walki z zakwasami i sztywnością mięśni. Póki co ją testuje), Sugar Skull (siostra kupiła sobie prześliczne leginsy) oraz oczywiście stoisko Reeboka wraz ze strefą Les Mills.

fiwe_03
Źródło: Rafał Boruch Fotografia

Strefa Les Mills była wspaniale zorganizowana poza jednym mankamentem dużej kolejki tuż obok. Wydawało nam się, że kolejka stoi na zajęcia, jednak okazało się, że to fani, którzy chcą zdobyć podpis oraz zdjęcie od Simeona Panda. W związku z czym po szybkim zapisie, dostałyśmy bransoletkę i mogłyśmy wejść do strefy w której były pufy do siedzenia, przebieralnie, a nawet szatnia. Ogromny plus w porównaniu do zeszłorocznego maratonu Zumby, w którym nikt takich rzeczy nie przewidział i wszystkie rzeczy wylądowały pod sceną.

wpid-wp-1442236255141.jpeg
Źródło: Własne

Jedno godzinne zajęcia BodyPump były bardzo zaawansowane i o wiele trudniejsze niż zapamiętałam je z Reebok Fitness Camp . Wieczorem oraz następnego dnia męczyły mnie zakwasy rąk, barków, a nawet klatki piersiowej. Mimo wszystko świetnie się na nich bawiłam i dzięki zajęciom CrossFit, sztanga nie stanowiła już takiej zagadki. Ogólnie zajęcia wycisnęły  z nas z ostatnie soki, przez co zostało bardzo mało sił na zwiedzanie Hali 2.

fiwe_01
Źródło: FIWE – Międzynarodowe Targi Branży Fitness & Wellness

Druga hala składała się głównie ze stoisk z żywnością, odżywkami i tym podobnymi. Odbywały się na niej również zawody sylwetek fitness oraz prezentował się jeden z klubów Street Workoutu. Większość wystawców umożliwiało spróbowanie ich flagowych produktów (można było napić się całkiem wielu białek, niestety po tym wszystkim mnie zaczął boleć brzuch), niekiedy kolejki do stoiska mocno uniemożliwiały degustacje. Bardzo niewiele było bezpłatnych próbek, a byli też wystawcy, którzy za takie jednorazowe próbki kazali sobie płacić po 5 zł. Trochę to przykre i pozostawia niesmak. Na szczęście Pan ze stoiska ZmianyZmiany poprawił mi humor, ponieważ w końcu mogłam spróbować ich wszystkich batonów, tylko ceny mogłyby być bardziej targowe 😉 . Recenzja batona Petarda już niedługo na blogu.

fiwe_02
Źródło: FIWE – Międzynarodowe Targi Branży Fitness & Wellness

Spotkałam się z blogerką Projekt Matka Polka (która prezentowała bardzo fajną ściankę wspinaczkową, którą niebawem mam nadzieje zobaczę na jakiejś siłowni) oraz z Joli Jolą (której towarzyszę od początku i podziwiam, a która miała duży wpływ na zmiany jakie sama zaczęłam wprowadzać). Widziałam Michała Karmowskiego, gdy robił rozgrzewkę oraz Mariusza Pudziana Pudzianowskiego. Selfies nie robiłam wybaczcie.

wpid-wp-1442236269361.jpeg
Źródło: Własne

Z całego wydarzenia wyszłam pełna energii, z ogromnym bananem na ustach. Podobało mi się nawet bardziej niż na poprzednich i niestety smutno mi się trochę zrobiło, gdy pomyślałam, że następne takie targi pewnie dopiero za rok!

Byliście? Jak wasze wrażenia? Planujecie obecność na kolejnym tego typu wydarzeniu? A może chcecie mi polecić podobne targi w innym mieście niż Warszawa?

34 przemyślenia nt. „FIWE Międzynarodowe Targi Branży Fitness i Wellness – relacja”

  1. Osoby, które to organizowały powinny wynieść pewne wnioski z tego co się nie udało. Ale z drugiej strony ciesze się, że ogólnie się Tobie podobało, bo to jest najważniejsze.

  2. wygląda na świetną imprezę 🙂 .. uwielbiam. Ostatnio byłam na warsztatach z Ewą Chodakowską i bardzo mi się podobały – ma kobieta niesamowitą energię, którą zaraża 🙂

    a z tymi próbkami to faktycznie słabo.. po to są takie targi by przekonać ludzi do siebie a nie wystraszyć, no ale co zrobić. Kiepski marketing firmy..

  3. Też byłam. Mi w hali odżywkowej zabrakło jedzenia mniej odżywkowego, czyli jakiejś zdrowej żywności itp. Ale ogólnie bardzo mam pozytywne wrażenia, chodź ludzi o niebo więcej niż w zeszłym roku.

  4. Joli Jola?! Podziwiam kobietę! Także obserwuję ją od początku i byłam bardzo, ale to bardzo ciekawa, jak potoczy się jej droga. Zastanawiałam się czy wytrwa, czy też może nie, a teraz nie mogę nadziwić się zmianom, jakie zaszły w jej ciele i niej samej.
    Z tymi kolejkami rzeczywiście kiepsko… Ale poza tym z Twojej relacji wynika, że było fajnie 🙂 Sama chętnie wybrałabym się kiedyś na takie targi 🙂

  5. Nigdy Aniu nie byłam na tego typu targach – ciekawie je przedstawiłaś – może w przyszłości się skuszę 🙂
    Jak widać – na każdej imprezie są jakieś niedociągnięcia i zaskakujące opłaty – jak widać i na próbkach idzie zarobić. Widzę, że nieźle się bawiłaś 🙂

  6. Nigdy nie byłam na targach fitnessu, teraz po relacji widzę że warto. Mimo tych paru niedociągnięć z organizacją (ta dodatkowa opłata za szatnię to obciach straszny) – udane wyjście. Muszę się kiedyś wybrać. Pozdrawiam ciepło
    M

  7. Bardzo fajnie było u Blackrolli.
    W ogóle te rolki to super rzecz. Kupiłam oczywiście różową Blackroll i jestem zachwycona. Idę się rolować, nara!

  8. Żałuję, że nie byłam, bo widzę, że było ciekawie. Ale wiem, że w Bikini Fitness Junior pierwsze miejsce zajęła dziewczyna z mojej miejscowości 🙂

Dodaj komentarz