Tydzień 2 – Wyzwanie 30 dni na diecie roślinnej [Aktualizacja]

Co tu wiele mówić, pierwszy tydzień za mną i następny już leci. Dieta wegańska pokazuje mi się od drugiej nieco mniej optymistycznej strony, ale oczywiście nie daje się, bo wiem, że ten stan jest przejściowy. Poza tym czuje się dużo lżej, mam wrażenie, że mój układ trawienny lepiej pracuje, a przygotowywane rzeczy coraz lepiej smakują. Jednak jak mi mija 2 tydzień na diecie wegańskiej? Przekonacie się poniżej…

krowarzywa
Krowarzywa to najpopularniejsza wegańska burgerownia w Warszawie. Polecam!

Dzień 8 – 12.06.2017 r.

Wczoraj bardzo nie chciało mi się gotować i koniec, końców nadszarpnęłam zapasy z zamrażalnika. Pod tym względem lubię dietę wegańską, bo kotletów zawsze wychodzi za wiele i można je zamrozić. Później trzeba je tylko wyjąć z zamrażalnika i gotowe! Takie mrożonki ratują potem życie leniowi takiemu jak ja. Korzystając z tego, że po pracy muszę odebrać zamówienie z księgarni, postanawiam odwiedzić kolejny nowy dla mnie wegański fast-food. Falafelove to taki kebab, a w zasadzie falafel dla miłośników roślinnego jedzenia, chociaż nie tylko (Michałowi smakował, mimo że nie było w środku mięsa). Po powrocie do domu postanawiam zrobić pudding czekoladowy z płatków jaglanych. Oczywiście zapominam kupić roślinne mleko, ale znam już przepis, na bardzo szybkie mleko owsiane. 5 minut i mogę robić drugie śniadanie do pracy na słodko!

Pudding chia z mango
Pudding chia z mango
Oczywiście nie zapominajmy o nawodnianiu ID'EAU
Oczywiście nie zapominajmy o nawodnianiu ID’EAU

Dzień 9 – 13.06.2017 r.

Rano w trakcie przygotowywania śniadania, robię jeszcze kaszę i warzywa z patelni w ramach akcji opróżniania zamrażalnika. Kolejny dzień wychodzę z wałówą z domu. Przynajmniej pieniądze zostają w kieszeni… Teoretycznie ;). Okazuje się, że w McDonald’s coś się w końcu zmienia i można już kupić kawę na „mleku” roślinnym. Tego ranka takie cappuccino właśnie zamawiam. Po pracy znowu grzęznę w kuchni, tym razem przygotowuje drugie śniadanie i lunch do pracy, a tak całkiem przy okazji zrobię też kolację (którą zaraz zjem) i to jaką, normalnie mój hit: Tofucznica (przepis – klik, klik!) z kaszą gryczaną. Ten zamiennik jajecznicy pokochałam szczerą miłością, ale z kaszą gryczaną to już jest miłość do szaleństwa. Jeśli nigdy nie jedliście, koniecznie musicie spróbować.

Dzień 10 – 14.06.2017 r.

W trakcie każdej zmiany jest ten pierwszy moment, że człowiek jest zmotywowany, szczęśliwy i widzi świat przez różowe okulary. Niestety to mija i przychodzi czas na fazę wkurwu… Dziś mnie dopadła, gdy w biedronce nie dostałam waniliowego napoju sojowego, a w Lidlu mleczka kokosowego. W Warszawie już tak jest, jeden dzień święta, gdzie sklepy są zamknięte i ludzie zachowują się jakby armagedon nadchodził… Serio! W sklepach połowy rzeczy nie ma, a w kolejkach stoi się czasem nawet trzy razy dłużej.  Wróćmy jednak do fazy złości, która mnie dopadła. Miałam ochotę na jakiś łakoć, ale okazuje się, że w obydwu sklepach, niemal każdy brany do ręki przeze mnie produkt musiał mieć w składzie mleko, jaja, masło i oczywiście jak nie znalazłam powyższych wskakiwał miód. Więc stoję jak ta sierota i czytam te wszystkie etykiety. Wrr! W złości wzięłam paluszki i gorzką czekoladę z malinami (aż dziw, że producent do niej nie wepchał jakiegoś mleka). Wieczorem stwierdzam jednak, że mi nieco przeszło i chyba pierwsza górka pokonana, ale miałam moment zwątpienia.

Dzień 11 – 15.06.2017 r.

Nareszcie trochę wolnego w tygodniu, korzystamy na tym z Michałem już z samego rana, wysypiając się oraz udając się na wycieczkę rowerową. Oczywiście sklepy zamknięte, ale lodówka pęka w szwach od rzeczy, które mogę jeść. Na obiad jemy tortille z humusem orientalnym, czarną fasolą i warzywami. Jest pysznie i pożywnie.

rower
Na rowerze

Dzień 12-14 – 16-18.06.2017 r.

Niestety w piątek musiałam iść do pracy, tyle szczęścia w tym nieszczęściu miałam obiad z czwartku. Dzień w prac nie zapowiadał się pracowicie, jednak wymagał wiele zaangażowania, bo mieliśmy problemy. Zmęczona wróciłam do domu, zjadłam coś na szybko i poszłam spać. W sobotę wybrałam się do Ikea po małe sprawunki, oczywiście wróciłam z ogromną torbą wegańskich pulpecików (małe pyszności, które polecam z całego serca). Niedziela była poświęcona przede wszystkim na odpoczynek, więc nie gotowałam nic wymyślnego. Zauważyłam już takie przyzwyczajenie w moich działaniach, zerkam na skład produktów i szukam w nich niechcianych składników. Najgorszą rzeczą z jaką przyszło mi się mierzyć to zajadanie się lodami przez narzeczonego. Tęsknie nieco za smakiem, ale największym problemem dla mnie okazało się możliwość schłodzenia się podczas upałów.

Źródło: Własne

W tym tygodniu miałam jeden większy kryzys, ale ogólnie powoli zaczynam tworzyć nowe nawyki. Następny tydzień chcę poświęcić ograniczaniu słodkiego i na tym pewnie będę się głównie skupiać w trakcie tych pozostałych 16 dni.

20 przemyśleń nt. „Tydzień 2 – Wyzwanie 30 dni na diecie roślinnej [Aktualizacja]”

  1. Kontrolowanie swojej diety nie jest łatwe… Zwłaszcza kiedy czeka na nas aż tyle pokus co krok. Fajnie, że odkryłaś kasze i że Ci smakują. W chwilach słabości można wyczarować z nich niesamowite cuda, np. brownie z kus kusu. Trzymam za Ciebie kciuki bardzo mocno! 🙂

  2. Sama zapisałam się do newslettera Zostań Wege na 30 dni, ale odkładam rozpoczęcie tej diety na inny czas. Jestem typowym mięsożercą i nie wiem, jak by to u mnie szło, ale muszę spróbować 🙂

    1. Oj Agnieszko, ależ ci wycieczki zazdroszczę, mnie już normalnie nosi. Gdzieś bym się ruszyła, ale odkładam na Gdynie i SeeBloggers 🙂

  3. Podziwiam 🙂 Nie jem mięsa na co dzień, sięgam od czasu do czasu, ale całkowite wyeliminowanie mięsa z diety wydaje mi się niemożliwe.

  4. O tofucznicy słyszałam wiele pozytywnych opinii, a jeszcze jej nie robiłam. Muszę nadrobić zaległości 🙂 Kryzysy zdarzają się każdemu, najważniejsze żeby się nie złamać. Jak widać dobrze Ci idzie i coś czuję że będzie szło coraz lepiej 😉

Dodaj komentarz