3 rzeczy, którymi muszę się z Wami podzielić

Mimo, że ostatnio nie robię nic, aby moje życie było jakieś nienormalne, to wszystkie znaki na niebie i ziemi pokazują mi, że do normalnych niestety też nie należy. Przeważnie dzielę się z Wami osobistymi wpisami przy podsumowaniach miesiąca, jednak w tym momencie czuję potrzebę napisać parę słów od siebie. O tym co mnie nieco zdenerwowało oraz czemu mimo obietnic dalej u mnie ciszej. Gotowi? Do dzieła!

1. Bieg Tropem Wilczym

Pierwszą z 3 rzeczy o, których muszę Wam napisać to co mnie bardzo zdenerwowało. Jak co roku, aby uczcić pamięć Żołnierzy Wyklętych (co do tej czci to są spory, ale tym chyba powinni zajmować się historycy na swoich blogach) w całej Polsce organizowane są biegi. W których od 2 lat próbuje wystartować i mam niestety strasznego pecha, bo albo o nich zapominam albo zdrowotnie niedomagam. W tym roku również się zapisałam na 5 km i jaki jest mój szok, gdy widzę, iż limit dla tej trasy wynosi… Uwaga! Uwaga! 40 minut! No żesz… Ręce opadają. Przecież takim utartym limitem dla 5 km, jest 60 minut.

Tu na chwilę przerwę i dodam, iż w stolicy biegi patriotyczne są bardzo popularne właśnie wśród amatorów. Dzięki czemu prawie nigdy nie biegnie się samemu, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto biegnie dla funu. Już nie wspomnę o osobach niepełnosprawnych, które również biegają i wzbudzają podziw swoim samozaparciem. Limit 40 minut zamyka furtkę tym wszystkim osobom! Niszczy też to co wałkuje na tym blogu przy okazji pisania o biegach, iż każdy, kto trenuje może stanąć na lini startu i spróbować swoich sił. Dlaczego jednak jestem zła? Bo rok temu limity były inne, a całkiem niedawno dopiero wyszczególniono je również na stronie. Ja osobiście bojkotuje bieg tropem wilczym, a za rok się nie zapisuje.

2. Halo? Trzy lata temu…

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Siedzę w pracy i dzwoni telefon. Nieznany numer często oznacza nic ważnego. Odbieram i słyszę, że gdzieś byłam zapisana, chodzi o lekarza. Z tym, że jakoś sobie tego nie przypominam. Mówię otwarcie, że nie kojarzę o co chodzi. Dostaję dużo większe wyjaśnienie, otóż 3 lata temu zostałam zapisana na zabieg, w związku z moim konfliktem panewkowo – udowym (kochany NFZ!). Czy jestem zdecydowana? Dopytuje się mnie Pani. Potwierdzam i okazuje się, że oczywiście potrzebuje tony papierów przed. W ostatnim czasie zbieram te wszystkie badania, zaświadczenia i inne papiery. Plany na ten rok miałam inne, a okazuje się, iż niestety dochodzenie do sprawności będzie główną rzeczą jaką osiągnę w 2017. Może chociaż po tym wszystkim, będę zdrowsza. Oby!

3. Kolka, ale czego?

Ostatni punkt z 3 rzeczy, o których chcę Wam napisać to chyba suma tych wszystkich stresów. W zeszły piątek wylądowałam w nocnej i świątecznej opiece zdrowotnej przy Szpitalu Bielańskim z okropnym bólem brzucha. Wzięłam leki przeciw bólowe, ale niestety nic mi nie pomogły i o 23:00 zameldowałam się na recepcji. Oczywiście w takich miejscach skończyło się na zastrzykach przeciwbólowych i tekście w stylu „Proszę nie jeść tłustego i smażonego”. Tyle szczęścia w nieszczęściu, że na poniedziałek byłam zapisana do Gastrologa, już byłam i czekam na badania, bo nie wiadomo co było przyczyną tego bólu. Opinie są mocno sprzeczne.

I to byłby koniec. Jednak nie martwcie się o mnie, w tej chwili czuję się już dobrze. Znajduje w tym wszystkim pozytywne aspekty. Niebawem również wyruszam na weekendową wycieczkę, z której na pewno przywiozę parę zdjęć. Miłego Weekendu!

28 przemyśleń nt. „3 rzeczy, którymi muszę się z Wami podzielić”

  1. bardzo dobrze że bojkotujesz, ja bym zniosła w ogóle te limity bo to nie wyścig, to bieg w jakiejś konkretnej sprawie i dla takiej osoby niepełnosprawnej już samo pokonanie 5 km nawet wolnym chodem będzie ogromnym osiągnięciem i poświęceniem ale jacyś imbecyle wolą tym osobom odebrać radość i poczucie przynależności do reszty zdrowego społeczeństwa….
    Kuruj się kochana, czasem jest tak, że musimy zmienić plany ale najważniejsze to to abyś się dobrze czuła a jak już się wyleczysz to będziesz mogła osiągnąć wszystko co zaplanowałaś plus mnóstwo kolejnych dodatkowych rzeczy więc głowa do góry:)

    1. Ja też mam prywatną i teraz wszystko tak załatwiam. Jednak jeśli chodzi operacje lub zabiegi chirurgiczne to często jesteśmy zdani na NFZ. Poza tym ja poszłam do dobrego Szpitala, więc mogłam spokojnie poczekać 😉

  2. Współczuję, ale pamiętaj, że po burzy zawsze wychodzi słońce… Kolka to może być faktycznie stres i wierzę, że wszystko będzie w porządku. Trzymaj się i nie dawaj się czarnym myślom! 🙂

  3. O matko odezwali się po 3 latach, ależ oni maja zapłon. A z tym brzuchem to może nic takiego chociaż ja tez miałam takie bóle i okazało się że pękł mi torbiel co skończyło się operacją. Zdrówka życzę

  4. W pierwszej kolejności – dużo zdrowia! Co do biegów… rzeczywiście ustalanie limitu czasowego na 40 min jest mocno nie fair, zwłaszcza, że nie każdy pokona tę magiczną piątkę w takim czasie.

  5. Po 3 latach? 😮 No to nieźle… A ja pamiętam jak wkurzałam się, kiedy musiałam czekać na okulistę ponad pół roku. Ale widzę, że przy tym to było nic.

  6. Zgadzam się z Tobą co do tych limitów w biegach absolutnie. Szkoda, że nie każdy może wziąć w nich udział…
    Rzeczywiście było u Ciebie sporo stresów i sytuacji, które mogą wyprowadzić z równowagi. Trzymaj się, odpoczywaj ile się da. Dużo zdrowia i siły !

Dodaj komentarz