Wizyta u dietetyka, czyli jak odchudzanie stało się biznesem

Nie tak dawno wspominałam Wam na Facebooku, że wybieram sie do dietetyka. Nie mogłam się doczekać wizyty, motywacja 110% i jeszcze wiedza, ze ktoś mnie będzie kontrolował co tydzień. Chciałabym mieć taki zapał do wszystkiego jak do tego projektu, czyli moje odchudzanie. Ktoś polecił mi to miejsce, strona wyglądała interesująco. Dodatkowo dzielili sie sukcesami swoich podopiecznych. Można rzec cudo.

Raz kozie śmierć?

Może zostawmy kozę w spokoju. Chociaż tak sobie powiedziałam zapisując się na i wizytę. Jeszcze potwierdziłam, czy nie układają jadłospisów, bo mnie to zupełnie nie interesuje. Miła pani oświadczyła, że nie ponieważ pacjenci nie uczą się wtedy zdrowo jeść. Ideał? Zdecydowanie tak, tym bardziej, ze koszt wizyty i kolejnych jak na Stolice był niski. Do dnia w którym miałam spotkać się z dietetykiem, przebierałam nogami.

photo-1475855664010-a869729f42c3
Źródło: unsplash.com

Jestem na wizycie i…

Punktualnie staje w przychodni, wita mnie pani, która w sumie dziwi się, że jestem. Mówię, że byłam umówiona. Kiwa głową i zaprasza do poczekalni oraz częstuje szklanką wody. Zauważam, ze są dwa gabinety i wnioskuje, ze jestem zapisana do innego specjalisty. W sumie tez oddycham z ulgą,bo z panią, która mnie przyjmowała raczej nie robiła sympatycznego wrażenia.

Chwilę spóźniona wychodzi moja Pani dietetyk z innym pacjentem. Przeprasza, za spóźnienie i prosi jeszcze o parę minut. Mimo, że żyje w mieście, gdzie każdy się spieszy to ja ostatnio staram się zwolnić. Więc z uśmiechem czekam. Myślę sobie zaczyna się moje odchudzanie i już nie mogę się doczekać zaleceń i ciężkiej pracy.

W końcu nadchodzi ten moment i wkraczam wesoło do gabinetu. Wyjmuje badania, szczegółowy pomiar wagi z zeszłego roku i zaczynamy… Oczywiście od wywiadu jedzeniowego. Nie powiem, cześć pytań jest dość trudna do określenia. W końcu ile razy dziennie lub tygodniowo jem rzeczy mączne? Są tygodnie, że nie jem ich wcale, a są takie, że maka i ziemniaki to podstawa. Oczywiście takie tłumaczenie nic nie pomaga, mam podać konkretnie. Tyle o ile mi się udaje. Potem jestem pytana o posiłki w ciągu dnia. Robi się trochę dziwnie, bo opowiadam w sumie o regularnych posiłkach, a gdzieś potem słyszę, że powinnam jeść regularnie. Jeśli jedzenie co 3h z małymi odejściami od normy (każdy pracujący wie, ze czasem trzeba zostać przy biurku) jest nieregularne, to nie wiem co jest.

photo-1476608487893-803e73f5d325
Źródło: unsplash.com

„Suplementacja” herbatą?

No, ale jestem czepliwa, wiec trochę się uspokajam. Potem jestem ważona, mój stan jest oceniany jako zły. Tak jest i przykro mi z tego powodu, no ale w końcu tu siedzę i chcę coś zmienić.

Kolejnym krokiem jest stworzenie dla mnie diety, a w zasadzie objaśnienie mi nieco jak będzie ona wyglądać. Wszystko brzmi rozsądnie, na moje oko białka jakby było za dużo, ale ponoć to tylko po to, żebym nie schudła z masy mięśniowej (z informacji kiedyś wyczytanych, odchudzanie bez lekkiej utraty masy mięśniowej nie jest możliwe, chociaż tu może się mylę).

Wszystko jest do przyjęcia, do momentu przedstawienia mi bezdyskusyjnych zasad i zamienienie, aż dwóch posiłków na koktajl odżywczy. Do tego oczywiście powinnam koniecznie zacząć brać multiwitaminy, błonnik (osoba z zespołem jelita nadwrażliwego, z tego co wiem powinna uważać z błonnikiem) i wisienka na torcie: herbatkę na odchudzanie z dolnych części ciała. Herbata odchudzająca, a myślałam , że to w Polsce mamy juz za sobą.

No, ale ile to kosztuje to odchudzanie?

Pani dietetyk szybko wyliczyła, że miesięczna kuracja odchudzająca, która będzie u mnie trwała ok. 8 miesięcy, ale to pewnie nie koniec, będzie mnie kosztować ok. 600 zł. Jedno opakowanie koktajlu to 180 zł, a ja przecież będę potrzebowała dwóch. Oczywiście to same suplementy, plus koszty wizyty kontrolnej. Może zamknę się w 800 zł miesięcznie. Jeśli mam być szczera to byłam w ogromnym szoku. Oczywiście dyskutować z tym nie można, bo suplementy są częścią bezdyskusyjnych zasad.

Padło pytanie czy się decyduje? Szok na twarzy Pani dietetyk, chociaż tu bardziej pasuje sprzedawczyni suplementów, gdy powiedziałam, że nie spodziewałam się TAKICH kosztów i muszę się zastanowić, był ogromny. Padło nawet, że jeśli chcę zacząć w poniedziałek to muszę się spieszyć z decyzją. Zignorowane zostało moje stwierdzenie, że jeden dzień to nie tragedia i jak się zdecyduje to mogę podjechać we wtorek. Ciśnienie pod tytułem „Decyduj tu i teraz” oraz teksty, przecież odpadną pani śniadania i kolacje, koktajle są w rożnych smakach itp. Nie wiem jak inni, ale dla mnie 800 zł to bardzo dużo pieniędzy, a tu przecież nie chodzi o jednorazowe działanie.

Zapłaciłam za to 110 zł i zostałam z pomiarem wagi oraz opisem diety, która zawiera koktajle, więc jest dla mnie lekko mówiąc bezużyteczne. Rozżalona i zła zadzwoniłam do bliskich mi osób ze skargą. Dalszych historii z tym ośrodkiem nie planuje i Was przestrzegam, aby zawsze dowiadywać się o sposób odchudzania. Zamana posiłków na koktajle, które robi się z proszku to nie nauka zdrowego odżywiania, mało tego to nie są produkty dostępne w aptece, czy sklepie. Nie wiemy co to za firma, a często też nie ma informacji co jest w środku. Równie dobrze, możecie łykać placebo, a płacić jak za złoto.

photo-1476549427829-9b146dac7b2d
Źródło: unsplash.com

Kilka wskazówek jak nie dać się takim firmom:

1. Angażując się w coś, ciężej nam z tego zrezygnować – ja zapłaciłam za wizytę, coś w to zainwestowałam i było mi trudno z tego rezygnować.
2. Gdy ktoś jest dla nas miły i poświęca nam czas, ciężej przychodzi nam asertywność. Czujemy się w obowiązku odwdzięczyć. Tylko nie zapominajcie, ze to usługa za która najpewniej już płacimy.
3. Powodowanie wyrzutów sumienia i wmawianie nam, że jest z nami źle, że nie poradzimy sobie bez czegoś/kogoś – stała taktyka handlowców.
4. To jest ci potrzebne – można rzec kopia 3 punktu, teraz jednak jesteśmy zapewniani, że bez tego co jest nam oferowane nie osiągniemy sukcesu, wręcz sprzedaje nam się wizje jak to będzie lepiej ze sprzedawanym nam produktem.
5. Podejmij decyzje już – Sprytne, ale jeśli możesz przejdź się chociaż godzinę i zastanów się nad tym.
6. Wahasz się, było by szkoda żebyś nie skorzystał z rabatu, promocji – oczywiście promocja się dziś kończy, a rabaty przysługują na kolejne zakupy.
7. Na każdy argument, słyszysz kontrargumenty, a wady zmieniają się w zalety – trafnie spostrzegasz, ze produkt jest za drogi, a sprzedawca stwierdza, ze jest drogi, ale jest najlepszy, poza tym na pewno się zwróci, bo oszczędzimy czas lub pieniądze. Tylko, że np. nas nie stać, albo pieniądze są nam potrzebne teraz. Oszczędności, które TEORETYCZNIE mamy mieć, przyjdą za jakiś czas.

Mam wrażenie, ze trafiłam do miejsca gdzie nie chodzi o ludzi, zdrowie, czy utratę kilogramów, a o zarabianie pieniędzy. Odchudzanie powinno opierać się o zdrowe jedzenie, naukę lepszych nawyków i aktywność fizyczną. Suplementacja jest ważna dla każdego, ale raczej nie multiwitaminami, a konkretnymi rzeczami, takimi jak witamina D, Magnez czy Potas. Są witaminy, które dobrze zbilansowaną dietą uzupełniamy nawet w 300%. Nazwy firmy nie podam publicznie,małe jeśli jesteście ciekawi to przekaże Wam tą informacje prywatnie (np. na maila lub wiadomości Facebook). Nie chce być pozwana za zniesławienie, czy coś innego.

56 przemyśleń nt. „Wizyta u dietetyka, czyli jak odchudzanie stało się biznesem”

  1. Brak słów. Ja co prawda nie byłam nigdy u dietetyka, ale moja ciotka chodzi do jednej Pani dietetyk na bieżąco i z jej opowieści wygląda to całkiem inaczej. Z resztą patrząc na jej dietę też widzę, że jest ona zupełnie inna 🙂

  2. O mamo! A taką miałam nadzieję, że jednak będzie dobrze. Niestety, ale duża część dietetyków w ogóle się nie rozwija, powiela mity lub po prostu jest nastawiona na kasę, więc podejmują współpracę z firmami, które wcale nie serwują zdrowych produktów. Poza tym serio, multiwitaminy? Brr, horror, chyba bym ten proszek jej w nos wsadziła.
    Może pomyśl o trenerze personalnym? Nie dość, że za jadłospis i codzienny kontakt płacisz dużo mniej, to naprawdę przy tym są efekty. Ja schudłam 4 kilo w miesiąc, czyli tyle, ile powinnam. Zamknęłam się trochę w jednym jadłospisie, ale po zakończeniu współpracy waga nadal się utrzymuje i ten miesiąc pozwolił mi na ogarnięcie wszystkich podstawowych kwestii dotyczących żywienia. No i masz ciągły kontakt z tą osobą – i nieodpłatny. Fakt, że dużo osób wrzuca na talerz ryż brązowy, kurczaka i warzywa z patelni, ale niektórzy są naprawdę spoko 🙂 Jest jedna grupa na facebooku, gdzie jest kilku trenerów, i jak patrzę na posiłki ich podopiecznych to mi ślinka cieknie. Żadnych koktajli, żadnej monotonii (w większości przypadków), żadnych proszków i suplementów. Myślę, że jeżeli chciałabyś po prostu skonsultować co i jak z odżywianiem, to w ogóle nie będzie żadnego problemu 🙂 Jakbyś chciała to napisz, podam nazwę grupy i skrócę ci troszkę charaktery niektórych, bo nie każdy tam jest milutki i mają swoje humorki 😉

    1. Cóż z Trenerami jak z dietetykami. Jeszcze te diety pt. Ryż + mięso (BRrr!). 2 tygodnie to się może i da tak jeść, ale potem to już nosem wychodzi. Na razie próbuje jeszcze z dietetykiem, tym razem mocniej wczytałam się w opinie.

      Do jednej grupy należę i z tego co piszesz mam wrażenie, że to właśnie ta. Cóż dziewczyny mocno motywują, ale nie podoba mi się ta wszechobecna krytyka pt. „Ja wiem lepiej”. Więc pilnie obserwuje, ale raczej nie piszę nic o sobie.

  3. Szkoda, że akurat trafiłaś do takiej porady. Sama jestem studentką dietetyki klinicznej (uwielbiam tą dziedzinę) i aż mi żal serce ściska, jak ktoś ma takie przygody, bo sama wyobrażam sobie moją pracę zupełnie inaczej. Wbrew pozorom, dietetyka nie jest łatwym kierunkiem, to jak jedzenie wpływa na nasze ciało, umysł, a także DNA, jest skomplikowane i bardzo indywidualne. Jestem zdania, że dietetyk powinien do każdego pacjenta podchodzić zupełnie inaczej, tak żeby nie zrobić szkód. Mam nadzieję, że nie zniechęciłaś się bardzo i jeszcze trafisz do świetnego specjalisty. 🙂

    1. Fajne masz podejście i pewnie będziesz miała wielu zadowolonych klientów. Bardzo Wam współczuje, bo przez takie firmy będzie Wam coraz ciężej dotrzeć do osób potrzebujących

  4. Zdecydowanie to wstyd dla tego zawodu. Moim zdanie najlepszy będzie dietetyk, który pracuje tylko dla siebie on wie co to renoma – powinien wiedzieć.
    A mam do Ciebie takie osobiste pytanie! Ile diet miałaś w ciągu ostatniego roku. To już Twój drugi artykuł o dietetykach i tak mi się wydaje, że było to całkiem niedawno. Czy próbowałaś wtedy tej diety? Ciężko tak się rozmawia w komentarzach, ale może będę mogła Tobie jakoś pomóc, oczywiście bez żadnej zapłaty i jeśli tylko chcesz.
    Pozdrawiam!

    1. To mój 2 dietetyk w tym roku. Z tamtej diety nie korzystałam, bo wydaje mi się, że 1500 kcal to mało jak dla mnie i mój tryb życia. Może się mylę. Teraz wybieram się do 3 dietetyka i zamierzam się trzymać diety. Bardziej potrzebuje kogoś kto będzie mnie kontrolował i w razie co pomoże.

      1. Zdecydowanie 1500 kcal to za mało, nawet człowiek, który ma mniej aktywny tryb życia mógłby mieć problemy z czerpaniem energii. Tak więc dobrze zrobić, że zrezygnowałaś z tej diety.
        Warto znaleźć takiego dietetyka, który przez jakiś czas będzie Ciebie prowadził. Tak jak lekarz. Przy częstych zmianach lekarza trafna diagnoza może być problemem.
        Trochę się dziwię, że taka osoba jak Ty potrzebuje dietetyka. Dla mnie najlepszym dietetykiem jest mój własny organizm i stała jego obserwacja.
        Obserwując ludzi wokół mnie, którzy mówią o swoich problemach z wagą, to nasuwa mi się kilka problemów:
        1) Zbyt niski lub stale się wahający metabolizm. Takie coś może się wytworzyć podczas dużej liczby diet zastosowanych w życiu (myślałam, że takie coś właśnie występuje u Ciebie). Najpierw trzeba ten metabolizm uspokoić. Dietetycy polecają jeść jak najmniej, nawet próbować dochodzić do PPM, ale bez żadnej aktywności fizycznej. Po prostu wypoczynek! I to w komfortowych warunkach temperaturowych. Wystarczy tak przez miesiąc.
        2) Odwodnienie organizmu – bardzo niebezpieczna rzecz. Przy długim odwodnieniu nasze ciało puchnie. I to wygląda jakbyśmy tyli w bardzo szybkim tempie. Na to proponuje po prostu picie dużej ilości wody plus dbanie o elektrolity. Ale proces ten jest bardzo żmudny i zależy od jak długiego czasu nie dostarczamy wystarczającej ilości płynu. Paradoksem jest to, że każdy sądzi, że pije dużo wody, a później jak proszę o odmierzenie ile wody zostało wpite podczas dnia to okazuje się, że zbyt mało.
        3) Coraz więcej dietetyków wprowadza cheat days. Jest to dobry zabieg psychologiczny ale również nie pozwolenie metabolizmowi spać na pewien poziom, czyli kolokwialnie powiem uśpić go.
        4) Przy bardzo restrykcyjnych dietach, trzeba mieć bardzo długi okres wchodzenia w dietę (stopniowy), okres diety – jego długość powinna trwać do momentu tej upragnionej wagi, ale później zaczyna się najdłuższy etap – wychodzenie w diety. Wszystko jest związane z metabolizmem. Zbyt szybkie jedzenie kalorii na poziomie CPM, może spowodować bardzo szybkie tycie, bo nasz organizm będzie chciał zakumulować energię na wypadek kolejnego odcięcia „zasilania”.

        Nie piszę o chorobach związanych z otyłością, bo po wizytach u dietetyków kompleks badań z pewnością masz zrobiony łącznie z Hashimoto.

        Mam nadzieję, że ten trzeci dietetyk będzie tym trafionym. I szkoda, że nie mieszkasz w Poznaniu, bo tutaj jest jeden co rozpisuje bardzo fajne diety. I widać efekty.

  5. o niezbyt miła to wizyta. Moja koleżanka jest dietetyczką po akademii medycznej, ona pracuje z ludźmi chorymi i ma zupełnie inne podejście. Często się do niej zwracam z głupimi pytaniami i zdziwiona bywam jej profesjonalizmem 🙂

    1. Też mi się od razu ta firma na myśl nasunęła. Co prawda nie znam nikogo, kto by z niej korzystał, jednak po ogłoszeniach o pracę dla dietetyków, w których obowiązkiem jest realizacja planów sprzedażowych itp. można spodziewać się, że to raczej firma nastawiona na zysk.
      Szkoda, że wizyta okazała się niewypałem. Mam nadzieję, że następnym razem trafisz na lepszego dietetyka 😉

      1. Jeśli chodzi o Naturehouse to niestety trochę smutne, ale oni nie ukrywają czym się trudnią. Ja trafiłam do firmy, która to zrobiła.

    2. Naturhouse nie ukrywa z czego żyje i jak odchudza, mam też do nich duży respekt, bo nie pobierają opłaty za pierwszą wizytę. Takie jasne zasady są dla mnie ok, bo wiesz na co się decydujesz. Gorzej jak idziesz do DIETETYKA i otrzymujesz propozycję „Nie do odrzucenia” na suplementy.

  6. Strasznie smutna historia. Mam nadzieję że uda Ci się znaleźć prawdziwego specjaliste ktory nie bedzie probował naciagnac Cie na kase.

  7. Aż nie mogę uwierzyć, że istnieją takie firmy. Takim ,,specjalistom” zależy jedynie na pieniądzach klientów, wpychają wszystkich do jednego wora i narzucają każdemu te same nieracjonalne reguły. Niestety, niektóre osoby nie mają takiej wiedzy, jaką posiadasz Ty i ślepo ufają słowom dietetyka. Wyrazy uznania za ten wpis, każda osoba zamierzająca zapisać się na wizytę do dietetyka, powinna przeczytać Twój post! Tobie życzę powodzenia w odchudzaniu!

  8. Bardzo dobrze, że o tym piszesz i udzielasz cennych rad w tej kwestii. Trzeba być ostrożnym i poświęcić dużo czasu na znalezienie odpowiedniego dietetyka, dla którego to nasze zdrowie jest najważniejsze, a nie pieniądze.
    Super post 🙂

  9. Dobrze, że nie nabrałaś się na całą tą szopkę. Choć przypuszczam, że osoby „zdesperowane” albo nie znające się dokładnie na rzeczy łykną to wszystko i z wielką chęcią kupią taki „pakiet”.

  10. Mam sporo koleżanek, które korzystają z dietetyka. Sama też noszę się z zamiarem. Ale te wizyty są w sumie dużo tańsze i polegają na ułożeniu diety oraz regularnych pomiarach efektów. To czego Ty doświadczyłaś, to faktycznie jakiś handel żerujący na ludziach.

  11. cała prawda o żerowaniu na tym, że człowiek coś chce zmienić i nie wie jak…pozdrawiam i gratuluję fajnego bloga, zapraszam w wolnej chwili do mojego raczkującego:)

    1. Dobry dietetyk nie zakaże ci jedzenia, które ci smakuje, a rady „złote” bądź nie mogą czasem natchnąć do nieco zdrowszego odżywiania.

  12. Masakra jakaś totalna! Znam to bo niestety też miałam z tym styczność, w Kielcach mi z takim czymś babeczka wyskoczyła… Masakracja jakaś! Mam nadzieję że jednak cię to nie zniechęci i pójdziesz do innego dietetyka, bo są ludzie naprawdę z duszą… wiem po mojej współlokatorce, bo jest dietetyczką 🙂 Trzymam kciuki!

  13. Oczom swoim nie wierzę. Zaskakujące i smutne zarazem jest to, że zamiast konkretnych wskazówek dotyczących jedzenia dostałaś radę typu: bądź ofiarą sztucznych herbatek odchudzających, suplementów diety, które wspierają koncerny farmaceutyczne, ale Tobie nie dadzą zdrowia, a niską wagę uzyskasz dzięki chemii. Przecież to nie są sposoby fachowców tylko żywa reklama wzięta z telewizji, która adresowana jest do bezmyślnych odbiorców. To takie smutne.

    Szczerze Ci współczuję, bo wiem, jakie nadzieje wiązałaś z tą wizytą 🙂

  14. Nigdy akurat nie byłam u dietetyczki bo nie było takiej potrzeby ale moi rodzice chodzili i wyglądało to na szczęście całkiem inaczej 😉 Rodzice dostali kartki z wypisanymi fajnymi posiłkami i przepisami do nich 🙂 Dostawali również jakieś ziółka chyba… Tak czy inaczej dietetyczka bardzo im pomogła 🙂 Szkoda, że Tobie trafiła się akurat taka… Mam nadzieję, że jeśli zdecydujesz się pójść do innego dietetyka, to trafisz na lepszą osobę 🙂

  15. Przykre doświadczenie.. ale tak jak napisałaś w tytule, w dzisiejszych czasach wszystko jest biznesem. Człowiek tylko patrzy jak zarobić na drugim, zatracając w tym ideologię z jaką zaczynali. Zapominając o przesłaniu „pomagać innym”. To już tylko biznes.
    A 800zł to oczywiście, że bardzo dużo! Trzymanie diety nie jest najtańsze… bo kupujesz świeże warzywa i produkty, które bywają droższe, ale 800zł! No kurde, bez przesady!

  16. nawet nie chce mi się wymieniać u ilu osób/firm byłam i jak dla mnie każdy dietetyk to jest śmiech na sali, bo jak człowiek chce schudnąć to najszybciej schudnie sam. normalnym jest przecież że jak chce się schudnąć to się nie je pizzy, fast foodow czy pączków non stop. Wystarczy tylko trochę rozumu 🙂

  17. Cześć, super blog! A wpis szczególnie mnie zainteresował ze względu na mój sceptycyzm do dietetyków. Z jednej strony czytając go byłam szczerze oburzona, że ludzie, którzy ukończyli studia i mają wiedzę oraz świadomość nt. tego jak zdrowe odżywianie jest ważne wpychają Ci syf i jeszcze stosują tanie chwyty marketingowe. Z drugiej strony natomiast wcale mnie to wyjątkowo nie zdziwiło, bo nieraz słyszałam historie tego typu. A interesuję się tematyką szczególniej, ponieważ sama jako psycholog ukończyłam ostatnio kurs diet coachingu, który otworzył mi oczy. Bardzo podoba mi się Twoje podsumowanie i podpinam się pod nie rękami i nogami! Odchudzanie MA się opierać o zdrowe jedzenie, naukę dobrych nawyków żywieniowych oraz aktywność fizyczną. Bez tego ani rusz.
    Gdybyś była zainteresowana, zapraszam na mój psychodietetyczny blog: https://inny-punkt-zywienia.blogspot.com

    Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz