Październik z Polar A360 – The Castle Run cz.1

Przeważnie przy jesieni odczuwałam spadek energii i często moje życie mocno zwalniało, również treningi. Nawet jeśli trenowałam to starałam się skupiać tylko na tym, a w pozostałym czasie odpoczywałam. Ten rok jest inny, nie wiem czy to zasługa Blog Forum Gdańsk, gdzie dostałam ogromnego POWERA, a może spokojniejsze lato i wrześniowy urlop? Podejrzewam też suplementację, bo chce mi się więcej. Dlatego wraz z siostrą wystartowałam w The Castle Run, pomimo, że tydzień wcześniej walczyłam z przeziębieniem. Na szczęście bardzo chora nie byłam, raczej tak na za sadzie „Za zdrowa na zwolnienie lekarskie, zbyt chora na bieganie wieczorami po dworze”.

wp-1477910509745.jpg
Kopalnia, Muzeum, Dom Kultury – Zaskakujący Wałbrzych

Z Mazowsza na Dolny Śląsk

Zapisując się na bieg The Castle Run, gdzieś w głowie miałam, że Książ to kawałek drogi. W związku z czym zaplanowałyśmy wraz z siostrą wolne na piątek i poniedziałek, aby na spokojnie wszystko załatwić. Było to trafne posunięcie i Wam również polecam uwzględniać tego typu rzeczy. Szczególnie jeśli zamierzacie spędzić co najmniej 5 godzin w transporcie publicznym. My zdecydowałyśmy się na Pociąg bezpośrednio do Wałbrzycha, który może dłużej, ale jechał spokojnie do celu, a my nie musiałyśmy się bawić w przesiadki. Mocno zdziwiło mnie, że tak szybko minęła mi podróż. Tak oto znalazłyśmy się w Wałbrzychu, gdzie miałyśmy spędzić kilka dni.

wp-1477910499785.jpg
Ratusz w Wałbrzychu
img_20161015_154718.jpg
Punkt widokowy w Muzeum w Wałbrzychu

Zaskakujący Wałbrzych

Na początku miasto to wydało mi się przygnębiające i mocno zaniedbane. Jednak w trakcie tego pobytu nie raz mnie zaskoczyło i udowodniło, że pierwsze wrażenie może być mylące. Chociażby Rynek po rewitalizacji czy Kopalnia, która zmieniła się w muzeum oraz dom kultury, a i basen robił wrażeni. W trakcie gdy my odbierałyśmy pakiety sporo osób zmierzało na przeróżne zajęcia sportowe.

Odniosłyśmy jednak z siostrą wrażenie, że turystycznie miasto kuleje. Mimo znaków, ciężko czasem znaleźć jakieś informacje, a komunikacja miejska niemal, co chwila zaskakiwała, nie koniecznie pozytywnie. Pojawiały się autobusy poza rozkładami, ceny biletów potrafiły być różne, czy oznaczeniami przystanków. Oczywiście nie dałyśmy się zrazić i dałyśmy sobie radę ze wszystkim, chociaż nie raz czułyśmy się mocno niedoinformowane. Nawet trening udało nam się wykonać w sobotę wieczorem, wywołując przy tym spore zamieszanie (wiele osób się nam dziwiło). Potem odkryłyśmy, że osoby z tych rejonów zapewne wybierają leśne/zabytkowe ścieżki, a nie biegają po Rynku.

wp-1477910505784.jpg
Rynek w Wałbrzychu
img_20161015_154400.jpg
Na dole w kopalni, kaski są bardzo potrzebne

The Castle Run

W niedzielę wstawałam z myślą „Co ja zrobiłam? Po co się zapisałam na The Castle Run?”, w tym roku, ani razu nie pokonałam dystansu 10 km, a teraz mam jeszcze startować w terenie średnio zaawansowanym. Jedyny plus? Cóż biegamy po lesie, zawsze można łatwo zrezygnować. Chociaż jak powiedziałam o tym Iwonie, to spiorunowała mnie wzrokiem i ni to zapytała, ni stwierdziła „Chyba żartujesz?!”. Hmmm… Wtedy to dopiero sobie pomyślałam: „Jestem w czarnej d… i znikąd ratunku.”. W zeszłym roku, bardzo źle się czułam po przebiegnięciu 10 km i podejrzewam, że było to spowodowane, piciem samej wody. W tym roku nie popełniłam tego błędu i miałam w kieszeni żelki, ponieważ za izotonikami nie przepadam. Plan był, aby 1-2 żelki co jakieś 30 minut sobie dawkować oraz w ramach kryzysu. Czy to była dobra decyzja? Dowiecie się w kolejnym wpisie.

wp-1477911437480.jpg
Zamek w Książu, jedno z niewielu takich zdjęć tego dnia.

Byłyśmy godzinę wcześniej na miejscu, pogoda nie zachęcała ponieważ padało i było chłodno. Wolny czas wykorzystałyśmy na wymianę koszulki do biegania,ponieważ niestety pakiet księżniczki miał jakąś pomyloną rozmiarówkę i np. M – XL różniła się od siebie milimetrami. Nie był to odosobniony problem i wiele osób wraz ze mną narzekało. Osoba obsługująca biuro zawodów miała pretensję, iż w regulaminie było napisane jakie wymiary mają koszulki. To może fakt, ale nie było za miłe, a i organizator zdając sobie z tego sprawę powinien informować o tym w trakcie zapisów. Na szczęście udało się i wymieniłam się na męski odpowiednik mojej koszulki. Przyda się na pewno, a i jest bardzo ładna! Zrobiłyśmy też zdjęcia, co było wspaniałym pomysłem, bo pogoda nieco się zmieniała i spłatała biegnącym, jak i turystom niezłego psikusa. Ponieważ Zamku nie było potem widać, przez mlecznobiałą mgłę.

koszulki-castle-run-zamek-ksiaz
Źródło: Thecastlerun.pl

Kolejna część już w następnym wpisie, w tym test Polara A360, bądźcie czujni!

Podróżowaliście kiedyś biegowo? Jaki bieg wspominacie najlepiej?

15 przemyśleń nt. „Październik z Polar A360 – The Castle Run cz.1”

  1. Bardzo fajna wyprawa 🙂
    W biegowych podróżach tkwi nieodparty urok, sporo tego się nazbierało, najciekawsze to do Poznania na Wings for Life no i oczywiście świeża i jeszcze pizzą pachnąca do Wenecji na tamtejszy maraton 🙂 Ale też kiedyś wygrałem pakiet startowy na Półmaraton Praski w Warszawie, to był świetny pretekst do odwiedzenia znajomych i wizytę w Muzeum Powstania Warszawskiego. Trochę survival się z tego zrobił, bo spałem na karimacie w sali gimastycznej ale urok swój to miało 🙂

    1. Wings for Life jedno z moich marzeń, a jak jeszcze kiedyś będziesz szukać noclegu w Warszawie to daj znać, bo może by się udało coś załatwić 😉

    1. Nie jestem personą :). Robię to co lubię i chyba za tą pracę, którą w bloga wkładam zostałam zaproszona.
      Biegam od 3 lat. Trenera nie mam, jestem bardzo nieufna w obecnych czasach do osób tego typu. Plany treningowe często testuje, o czym możesz przeczytać na moim blogu. Plan z Polara, Endomondo, pisałam również o Nike+. Raczej staram się sama poznawać co moje ciało lubi, jakie trenowanie daje najlepsze rezultaty.

Dodaj komentarz