Kolejny weekend i kolejna mała porażka

Nie wiem co się zmienia w mojej głowie, ale ilekroć całkiem nieźle idzie mi z dietą i postanowieniami w tygodniu, o tyle w weekendy ponoszę niemal totalne porażki. Podejrzewam, że nie jestem w tym osamotniona i wiele z Was może mieć podobne lub odwrotne problemy (Podzielcie się ze mną w komentarzach i koniecznie napiszcie o swoich sposobach na pokusy odstępstw od diety).

IMAG0212
Źródło: Własne

Nie jestem mocno zorganizowaną osobą, chociaż powoli staram się taką być. Zauważyłam jednak, że w tygodniu jestem bardziej zorganizowana i działam według schematów. Wstaje o podobnej porze i mam ten sam rytuał, który czasem oczywiście zmieniam. Na przykład wysiadam wcześniej, żeby się przespacerować. Natomiast w weekendy mam dość tego biurowego drylu i miliona obowiązków, więc odpuszczam niemal wszystko.

IMAG0206
Źródło: Własne

Więcej czasu dla siebie lub na odpoczynek oznacza odstępstwa od diety, pokusy, moje ukochane słodycze, czy wyjścia do atrakcyjnych dla mnie miejsc (niestety również fast-foodów). Oczywiście wszystko jest dla ludzi i w umiarze nie szkodzi. Tylko, żebym ja ten umiar zachować umiała… Brak słów. No, ale nic, w ramach marszu wstydu piszę to tutaj i tak dodam, że następny weekend ładnie zrelacjonuje ze zdjęciami czystej michy. Nawet jeśli zdarzy mi się wyjście, postaram się mieć coś do jedzenia lub wybierać te najzdrowsze alternatywy. Może to mnie zmotywuje, ale i Was zachęci do przeprowadzenia takiego wyzwania. Niech to będzie jedna z pierwszych zmian w ramach walki z leniem.

IMAG0209
Źródło: Własne

Aby nie kończyć tak pesymistycznie muszę dodać, że aktywność była na 100%! Siłownia, bieganie z rana, czy długa wyprawa rowerowa. Druga dobra rzecz, po moim zachwycie pudełkami w stylu ryż, kurczak i warzywa, mój Michał postanowił, że do pracy również takie pudełeczko chce. No więc dziś raczymy się ryżem basmati (uwielbiam jego zapach i kleistą konsystencje – rewelacyjny na wrażliwy żołądek), piersią z kurczaka pieczoną w woreczku oraz sałatką składającą się z pomidorów, ogórków małosolnych i sałaty. Takie jedzenie jest świetne zarówno na zimno (przez upał na letnio), jak i na ciepło. Mało tego nie psuje się tak szybko jak np. produkty mleczne. Chcielibyście przepis?

52 przemyślenia nt. „Kolejny weekend i kolejna mała porażka”

  1. Na wstępie to ja powiem, że świetny masz design bloga, naprawdę! Aż się skusiłam, żeby tutaj wpaść.
    Mam tak samo! Straszne to jest, ale weekend zawsze jest dla mnie tragiczny ;(

  2. Ale masz ładny nowy design strony 🙂 Ja też kocham słodycze i moim sposobem na nie jest pudding z banana, awokado, masła orzechowego i miodu- tez kaloryczne ale przynajmniej zdrowe.

  3. Jestem ciekawa tego przepisu. Jeszcze na początku tego roku także miałam podobne problemy. Osobiście zmieniłam swoje podejście do jedzenia. Wcześniej codziennie starałam się trzymać czystą michę i niestety często ,,sypałam ” się na sobotnich spotkaniach ze znajomymi. Zaś od marca jem zdrowo, ale nie całkowicie czysto. Jeżeli mam ochotę na batonik to go zjem, ze świadomością, że skończy się tylko na jednym batoniku. Sama nie chcę schudnąć, ale w Twoim przypadku , jeżeli liczyłabym kalorie to wliczałabym taki batonik do swojego bilansu. Wiąże się to więc z rezygnacją zjedzenia czegoś zdrowszego na rzecz właśnie takiego batonika. To kształci naszą świadomość zdrowego jedzenia i po pewnym czasie zmienia nasze podejście do diety. Zaczynamy doceniać zdrowe produkty i coraz rzadziej sięgamy po tzw. ,,śmieciowe żarcie” Polecam też spróbować zrobić domowe słodkości lub fast-foody.

    1. Staram się tak robić ;), zresztą czysta micha też może być przyjemnością. Trzeba tylko kombinować i robić to co się lubi.
      Ja na prawdę sporo już w swoim życiu zmieniłam, przykładem może być woda. Kiedyś problem z wypiciem 1 butelki. Teraz 3 wypiję i chce mi się tej wody 😉

  4. Zdrowa dieta to wybór na całe życie. Niestety w XXI wieku od nowa musimy się nauczyć: gotować, przygotowywać żywność, produkować żywność (!). Jedni „łapią” od razu o co w tym chodzi, drugim zajmuje trochę więcej czasu odrzucenie starych, niewłaściwych nawyków. Ale wiesz co jest najważniejsze? Każda podjęta próba! Z każdym kolejnym „zdrowym” dniem jesteś silniejsza. A w końcu przychodzi ten dzień… gdy nie myślisz o swoim żywieniu jak o diecie, tylko o sposobie w jakim żyjesz. I tego Ci życzę 🙂

    1. Wiem! I na prawdę te próby widać, nie wszystko na raz (chociaż czasem się chce). Ze zdrowych zmian u mnie wprowadzonych to picie sporej ilości wody, ograniczenie smażenia, nie solenie potraw i wiele, wiele innych.

  5. Zdecydowanie nie jesteś osamotniona w tej kwestii. Mam identyczny problem i to od bardzo dawna. O ile w tygodniu udaje mi się jeść „normalnie” – czyli tak, jakbym chciała – zabieram pudełeczka z rozmaitymi produktami do pracy, żeby nie być wilczo głodna po powrocie do domu, o tyle w weekendy – totalna klapa. Albo idę na miasto ze znajomymi – umawiamy się nie tylko na piwo, ale też na obiad. W niektórych lokalach porcje są naprawdę zabójcze, a wiadomo że zje się wszystko, co się dostało. Do tego kilka piw – całe mnóstwo kalorii. A do piwa oczywiście chipsy albo orzeszki – takie mam „weekendowe przyzwyczajenia”. Jeśli nie wychodzę na miasto, to w weekend wybieram się do rodziców – a tam pyszny obiadek, dwa syte dania + ciasto. Koniecznie, bez deseru ani rusz. Po weekendzie zawsze mam wyrzuty sumienia i tak wszystko się toczy, koło się nie zamyka. Jeśli ktoś ma dobre rady i wie, jak to zmienić, chętnie wysłucham. Nie toleruję jednak rad w stylu „to nie wychodź na miasto”, albo „nie jedz obiadu u rodziców”. Sami wiecie, że to niemożliwe. A poza tym nie mam zamiaru zamykać się w domu i być samotną w domu, bo wtedy nic nie kusi. Ale życie jest wtedy do niczego, a to jeszcze gorsze. Taki długi komentarz zostawiam po sobie, a to dlatego, że doskonale Cię rozumiem. Ściskam ciepło!

    1. Też tak mam i wiem co czujesz. Na pewno nie warto rezygnować z wyjść ze znajomymi, jaki ze zjedzenia ulubionych dań. Jedyne co można, to wcześniej spalić trochę kalorii (spacer, trening, rower) oraz dzielić porcje na pół i brać na wynos. Wtedy jemy dobre danie dwa razy i nie przejadamy się. Ostatecznie odpuścić sobie i żyć :).

  6. Mamy ten sam problem, jeżeli gdzieś wyjeżdżamy na weekend/idziemy gdzieś i spędzamy cały dzień poza domem, to zazwyczaj kończy się to odstępstwem od diety, bo brać ze sobą kanapek nie lubimy, a coś zjeść trzeba, no i niestety nawet jeżeli ja dam radę wytrzymać na owocach/warzywach, to mój facet chce MIĘSA, a dokładnie dużo miesą 😀 Czasami nawet jest tak, że możemy bardzo aktywnie spędzić cały dzień i spalić po 2000 kalorii, a potem wracając do domu wpaść do jakiejś burgerowni…:( Nie zdarza się to co tydzień, ale jednak zdarza się 🙁

    1. O ile w górach nigdy nie przytyłam, bo zawsze tak dawaliśmy sobie w kość, że rozgrzeszenie na zjedzenie pizzy miałam ;). O tyle niestety weekendy mimo wszystko nie są tak aktywne.

  7. Pamiętaj, że mała porażka może się zamienić w wielki sukces:) Może brakuje Ci na co dzień tych słodkości i dlatego Cię do nich ciągnie… Ja jak byłam na diecie to codziennie jadłam kotkę gorzkiej czekolady i jakoś łatwiej było mi zwalczyć pokusy na inne słodkości::)

  8. Tak jak napisałaś, najgorzej jest wypaść z rytmu dziennego, jak to najczęściej bywa w weekendy. Wiem coś o tym, bo sama pozwalam sobie na więcej co nieco w ostatni i pierwszy dzień tygodnia;), ale staram się to robić z umiarem i przede wszystkim sięgać po dobre jakościowo rzeczy. Dlatego raczej stronię od fast foodów i stawiam na dania przyrządzone w mojej kuchni, a żeby utrzymać zdrowy rozsądek w jedzeniu, dorzucam godzinkę na basenie i od razu czuję się lżej;)

    1. Dodatkowa aktywność na pewno zmniejsza apetyt na słodkości oraz w razie co tworzy zapas, który nawet uzupełniony czymś smacznym i zdrowym nie wyrządzą nam krzywdy. Dobry plan!

    1. Dziękuje za komentarz i Snapa! Wiele dla mnie znaczyło i mega, mega miło mi się zrobiło. A widzem jestem Twoim od dawna i na pewno nim zostanę.

  9. Ale to zupełnie normalne i wręcz wskazane, nie można ciągle wszystkiego sobie zakazywać i nakazywać 🙂 nikt by tak nie wytrzymał, chyba trzeba mieć coś z życia, prawda? Osoby, które przezwyciężają wszystkie pragnienia i nakładają stanowcze restrykcje, później często nie potrafią po odchudzaniu wrócić do normalnego trybu. Tak rodzi się efekt jo-jo albo w przeciwną stronę, anoreksja. A przecież chodzi właśnie o zachowanie równowagi i o radość życia.

    1. Zgadzam się! Świetny komentarz ;). Tylko radość można zachować bez śmieciowego jedzenia i to trzeba sobie uświadamiać. Ja też nie umiem znaleźć umiaru, ale ciągle się uczę i mam nadzieję, że w końcu się uda.

  10. Porażki też do jakiś sukcesów prowadzą więc nie ma co się nimi za bardzo przejmować, ja też ostatnio trochę pogrzeszyłam, ale mam rozgrzeszenie – było warto 😀 Najważniejsze to się nie karać 🙂

    1. Karanie się to najgorsze co możemy zrobić! Trzeba wracać do normy i zdrowego jedzenia, ale nie za karę. Tylko w nagrodę, dla siebie!

  11. Ostatnio byłam mocno zaganiana (końcówka roku szkolnego) więc mniej odwiedzałam inne strony…i…muszę przyznać, że Twoja odmieniona stronka, bardzo mi się podoba 🙂

    A jeśli chodzi o wpis…nie przejmuj się…wg mnie organizm też potrzebuje relaksu, odstresowania się…(oczywiście nie mam tu na myśli jakiegoś np. strasznego obżarstwa) 😉

    1. Dziękuje nad stronką trochę pracowałam, a jeszcze trochę zmian zostało. U mnie czasem do obarstwa dochodzi i się właśnie dlatego buntuje.

  12. Ja zawsze daję sobie jeden dzień, raz na tydzień lub dwa, na same grzeszki. Wiem, że mam ten dzień i że powtórzy się za niedługo, więc jakoś łatwiej mi wytrwać w dietetycznym rygorze 😉

  13. Myślę, że źle na to patrzysz! Skoro przez 5 dni w tygodniu jesteś w stanie trzymać się wszystkich swoich postanowień, to w weekend pozwól sobie na odrobinę szaleństwa.
    pozdrawiam, mikrouszkodzenia.blogspot.com

  14. Ktoś dodał komentarz o tym ,ze po umyciu zębów słodkości nie smakują tak jak powinny i to jest sposób. Wysiłek fizyczny ogranicza apetyt na śmieciowe jedzenie. Czasami zdarza mi się dzień, kiedy jem jakieś ciasta, lody itp. Po taki dniu mam bardzo zdrową dietę głównie sałatową i z waga nie mam problemów.

  15. Jak się tak zastanowiłam, to statystycznie w weekendy też zdarza mi się więcej odstępstw od w miarę zdrowego żywienia niż na tygodniu. W tę sobotę mecz, więc zdrowo też raczej nie będzie ;p

  16. U mnie ostatnio aktywność fizyczna na pełnych obrotach, ostatni dzwonek przed urlopem 😀 Na szczęście w odżywianiu też jest nieźle i jak na razie nie ulegam pokusom 🙂

  17. Ja jakoś szczególnie nie mam problemów z jedzeniem w weekendy, jem tak samo, jak w tygodniu, o stałych porach, dużo warzy i owoców. Choć wiadomo czasami zdarzy się jakiś grill, to oczywiście nie odmawiam kiełbaski i chętnie ją zjem, ale wszystko jest w granicach rozsądku.
    Od 5 tygodni nie jem słodyczy, jestem z tego powodu bardzo dumna. Co najważniejsze rzuciłam je z dnia na dzień i w ogóle mnie do nich nie ciągnie. Tylko jest śmiesznie, jak ludzie często mnie ciastem, a ja mówię, ,,dziękuję, nie jem słodyczy” to strasznie dziwnie na mnie się patrzą. Jedynie, kiedy jem to raz w niedzielę jeden kawałek domowego ciasta. Jestem blogerką kulinarną, więc co tydzień coś pysznego piekę, więc nie wypada nie spróbować. Ale już na pewno nie kupnych batoników, soczków, itd.

    1. Jestem pod wrażeniem Twojej wytrzymałości ;). Ja lubię słodkie i na razie ciężko mi bez niego wytrzymać, ale powoli zaczynam sama takie słodkości w domu robić. Może dzięki temu się od uczę ;).

Dodaj komentarz