4 Bieg Wegański – Łatwiej niż myślisz – mała relacja

8 maja odbył się 4 Bieg Wegański – Łatwiej niż myślisz w Warszawie. Chciałam w nim wystartować już rok temu, niestety za każdym razem kolidował z moimi wcześniejszymi planami. W tym roku się udało i mimo przeciwności losu, przebiegłam 5 km o czym chcę Wam napisać.

Bieganie jest dla mnie niesamowitą aktywnością, uwielbiam również wegańskie jedzenie, ponieważ mięso nie jest must have na moim talerzu (że już nie wspomnę, iż są mięsne produkty, których do ust nie wezmę). Jak również wiecie podziwiam wegan i wegetarian. Teraz wyobraźcie sobie połączenie tego wszystkiego? Raj, spełnienie marzeń, a może 4 Bieg Wegański – Łatwiej niż myślisz. Cudowne połączenie, a to jeszcze nie koniec!

wp-1463486571686.jpeg
Źródło: Własne

Gdy się zapisywałam na bieg miałam niemałe wątpliwości, czy w grupie 500 osób (na 5 km) nie będę ostatnią z ostatnich. Postanowiłam się tym nie przejmować, bo w moim bieganiu nie chodzi o miejsce, a o celebrowanie tej aktywności. Dodatkowo były prowadzone zapisy na 10 km i półmaraton. Każdy uczestnik otrzymywał od organizatorów numer startowy, buff, próbkę preparatu na stawy oraz mnóstwo ulotek i kupon na kasza party. Trochę szkoda, że nie było koszulek, ale mając na uwadze, iż były one chyba na poprzednich 3 edycjach, wydaje mi się, że buff jest fajnym posunięciem.

572f1c70bba4b_o,size,933x0,q,70,h,57ab3e
Źródło: warszawa.naszemiasto.pl

Miałam poważny problem z odbiorem pakietu startowego, bo terminy piątkowy oraz sobotni miałam zajęte. Na szczęście organizatorzy umożliwili odebranie ich w dniu imprezy. Wiązało się to z przyjściem z samego rana, ale nie stanowiło to dla mnie problemem. Całość odbywała się w okolicach Centrum Olimpijskiego na Warszawskim Żoliborzu.

Rozgrzewka była w stylu Bollywood, niestety chyba przez niezrozumienie lub opóźnienie, rozpoczęła się trochę za późno,  mimo wszystko była bardzo fajna. No, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo start biegu odbył się niemal ekspresowo, dzięki czemu na trasę wybiegłyśmy z siostrą rozgrzane. Kolejne miłe zaskoczenie zając na 40 minut oraz zające zamykające bieg. Chyba pierwszy raz się z czymś takim spotkałam. Wydaje mi się, że to bardzo fajne rozwiązanie.

Na początku trasa była dość zabłocona i bieg przypominał bardziej marsz, na szczęście wszystko z czasem się rozłożyło i biegło się na prawdę wspaniale. Trasa była majstersztykiem tego biegu, już dawno tak pięknej nie widziałam, polecam ją wszystkim biegającym w Warszawie (jest zawsze dostępna).

4-bieg-weganski-mapa
Źródło: Biegweganski.pl || Mapa tras na wszystkich dystansach

Na metę dotarłam bardzo zmęczona z czasem ok. 45 minut. Czy jest się czym chwalić? No właśnie… Z jednej strony to chyba moje najgorsze startowe 5 km, a z drugiej przebiegłam je bez przygotowania, po antybiotykach, chorobie i jeszcze alergia (od dziecka cierpię na alergię na pyłki, która przejawia się kichaniem, katarem siennym i łzawieniem z oczu – koszmar! Napiszę kiedyś o tym wpis). Ja jestem dumna i zawsze Wam powtarzam, że jeśli chcecie debiutować w Warszawie i boicie się samotności na mecie to ja chętnie z Wami pobiegnę.

wp-1463485938345.jpeg
Źródło: Własne

Po przekroczeniu mety były przybijane piątki, rozdawane medale, woda i izotoniki. Nieco dalej na polanie czekała nagroda w postaci wegańskich targów.

Wraz z siostrą zaczęłyśmy rozglądać się za ciekawostkami kulinarnymi. Na naszym stole wylądowały: kawa oraz napój kawowy, kulki mocy, sałatka wegańska Cezar oraz Falafel. Poza kawą wszystko smaczne. Otoczenie zieleni i śliczna pogoda pozwalały wypocząć i się zrelaksować.

W następnej edycji na 100% wystartuje, bo bardzo mnie i siostrze się podobało. Do czego Was również zachęcam.

34 przemyślenia nt. „4 Bieg Wegański – Łatwiej niż myślisz – mała relacja”

  1. O kurczę, świetne! Nie miałam pojęcia, że jest taka impreza organizowana w stolicy. Niezła organizacja z tego co piszesz. Chętnie pobiegnę w następnej edycji. Ja mam zawsze wrażenie, że dobiegnę ostatnia. To głupie uczucie, ale trzeba zignorować po prostu. Podoba mi się to zdjęcie Pani przebranej za marchewkę – oczami wyobraźni już widzę siebie (jako największa fanka surowej marchewki na świecie) 😛

  2. Cóż się kryje za nazwą „kulki mocy”? 😉
    Gratuluję, ja jestem raczej anty-biegowa, a z drugiej strony ciągnie mnie do takiego zorganizowanego biegu 🙂

  3. Wow podziwiam, ja z pewnością nie przebiegłabym takiego dystansu jeszcze w tak krótkim czasie. Jedyne co bym mogła to nordic walking ale w tym nie ma maratonów chociaż bardzo to lubię.

  4. Będę pamiętać o Twojej obietnicy kiedy będę chciała wystartować w jakimś biegu w Warszawie 😉 Gratuluję i cieszę się, że mimo przebytej choroby i alergii udało Ci się dotrzeć na mecie. Cały bieg był zorganizowany na naprawdę wysokim poziomie.

  5. Pewnie że jest się czym chwalić! Wyszłaś z domu robiłaś coś dla siebie, nie siedziałaś w domu jak większość ludków! bardzo fajna relacja 🙂

  6. Zawsze jak czytam relacje z takich biegów, to strasznie zazdroszczę i jestem na siebie zła, że nie biegam na tyle regularnie, żeby się pokusić o start.

  7. Chciałabym poczuć tę radość z ukończonego biegu. Po tym poście zaczęłam się zastanawiać czy nie wrócić do biegania, nie dla wyników , a dla przyjemności, bo chyba to jest najważniejsze. Kto wie może będę prosiła Ciebie o towarzystwo w Warszawie 😉 Pozdrawiam

  8. Gratulacje :):) Brzmi bardzo fajnie i zachęcająco, takie imprezy mają swój urok i charakter 🙂 Ja dopiero zaczynam „biegać”, choć ćwiczę dużo to bieganie niestety nigdy nie było moją dobrą stroną. Choć jak czytałam Twój wpis, to chciałabym również się tam kiedyś znaleźć. Tak jak mówisz, nie po którejś miejsce, ale żeby móc biegać, cieszyć się tym i to z innymi ludźmi, fajna sprawa 🙂

Dodaj komentarz