Żarcie na kółkach – otwarcie sezonu

Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad nowym cyklem wpisów o miejscach, gdzie można dobrze i zdrowo zjeść. Oczywiście wybierając się do restauracji, częściej skupiamy się jednak, aby zjeść coś smacznego oraz poszerzyć nasze horyzonty kulinarne, więc nie zdziwcie się, gdy czasem napiszę coś o burgerach lub pizzy. Wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba umieć zachować umiar. Wracając jednak do pomysłu, namówiłam Michała (wcześniej znany jako M.), aby uczestniczył w tych recenzjach. Więc, może obiektywnie nie będzie, ale co dwie opinie, to nie jedna!

ANIA:

zdjecie
Ja i Freya

2 lata temu w okolicach września postanowiliśmy wziąć udział w imprezie food truckowej, które właśnie zdobywały popularność. Mimo, iż nie było to ogromne wydarzenie, zakochaliśmy się w jedzeniu wydawanym wprost z samochodu. Rok temu wzięliśmy udział w Żarciu na kółkach – otwarcie sezonu i przepadliśmy! Ponad 50 samochodów, kuchnia niemal z całego świata. Wpadliśmy po uszy i wyruszyliśmy również w tym roku.

Żarcie na kółkach – otwarcie sezonu odbywało się 9 i 10 kwietnia przy PGE Stadione Narodowym w Warszawie. W tym roku zjechało się, aż 84 food trucków. Postanowiliśmy, że wybierzemy się tam w oba dni i porównamy zainteresowanie imprezą.

Zacznijmy więc od soboty, w której poza mną i Michałem była również moja mama i siostra. Ja tradycyjne zaczęłam swoją przygodę od PAPUVEGE. Ponieważ osobiście jestem ogromną fanką wegetariańskiej oraz wegańskiej kuchni, a obecność tego łódzkiego food trucka w Warszawie to nie lada wydarzenie. Dodatkowo to właśnie w Papuvege ma najlepsze wega burgery (sorry Krowarzywa), kto nie jadł Buraka Tundori ten nic nie wie. To właśnie tego burgera pałaszowałam ze smakiem i nawet Michał zadeklarowany burgerożerca (oczywiście mięsnych odpowiedników) twierdzi, że są pyszne i gdyby miał 3 żołądki pewnie zjadłby go sam.

wp-1460986902814.jpeg
Buraczany burger – pyszności!

Następnie z mamą i siostrą wybrałyśmy się do Parowozu, gdzie spróbowałam pysznych tybetańskich pierożków z kurczakiem. Do maczania są 2 sosy ostry i łagodny. Spróbowałam tylko jednego pieroga (rok temu jadłam, którąś z wegańskich opcji), ale śmiało mogę stwierdzić są niesamowite i warte spróbowania. Do popicia również z tego foodtrucka było mango lassi – indyjski napój bogów z mango. Pyszności!

wp-1460986906681.jpeg
Pierożki z kurczakiem

W międzyczasie Michał pałaszował Nachosy z Taco Libre, sama próbowałam. Niestety dla mnie, mięso wieprzowe jest nie smaczne, więc i cała potrawa nie zdobyła mojego serca.

Sobotnią wisienką na torcie była pizza z Dobre Jedzenie. Wypiekana w piecu, na cieniusieńkim, drożdżowym spodzie. Prawdziwa mozzarella oraz sos pomidorowy urzekał, dodatkowo pikanterii dodawały papryczki chili. Pizzę wspominałyśmy z siostrą jeszcze przez cały dzień!

W niedziele wybraliśmy się tam drugi raz, nieco później, bo w porze obiadowej. Pomimo dość chłodnej pogody przy foodtruckach panował tłok, ale bez problemu otrzymałam wszystko to co chciałam, chodź czasem wymagało to postania w kolejce.

wp-1460986898977.jpeg
Wegetariańska Tortilla

Znowu zaczęłam od Papuvege, ale tym razem na ruszt trafiła tortilla z kotletem z soczewicy. Danie dość pikantne i smaczne, ale nie tak dobre jak buraczany burger. Po tym posiłku postanowiłam już tylko spróbować jednej z opcji deserowej, padło na gofry.

wp-1460986892321.jpeg
Gofr z mango i bitą śmietaną

Miłością do gofrów pałam od zawsze, wybrałam taki z bitą śmietaną i mango. Był to najlepszy wybór, do tego latte (chyba największy mój zawód) z Samochodu Park Cafe.

Szał na foodtrucki panuje od 2 lat i mam nadzieję, że to się nie zmieni. Ponieważ oferują oni rewelacyjne jedzenie, często tworzone z sercem. Jedyna szansa na upadek to pazerność i byle jakość, która niestety przy tej modzie powoli wdziera się w politykę niektórych samochodów. Miejmy nadzieje, że Ci najlepsi swój rozum mają i będą nas dalej gościć wspaniałym jedzeniem!

MICHAŁ:

Witam szacowne czytelniczki i nie mniej szacownych czytelników SlimSizeMe.

wp-1460986910567.jpeg
Michał pałaszujący burgera

Dzięki uprzejmości Ani, stałem się współtwórcą ów wpisu traktującego o obżarstwie ( tak,tak!)

Na początek opisanego wyżej sezonu Food Truck’owego czekałem kilka miesięcy i postanowiłem spróbować, ba! rozsmakować się w kilku potrawach:)

SOBOTA

Na początku uderzyła po oczach ilość „wozów z żarciem”. Naprawdę było w czym wybierać i w co zęby wgryźć.

Postanowiłem rozpocząć dzień od burgera.Pamiętam, że rok temu najdłuższa kolejka czekała smakoszy przy B.B. KINGS

I tu rozczarowanie. Mimo mistrzowsko wyglądającego grilla i hardcorowej obsługi otrzymałem surowe mięcho. Tak, umiem odróżnić medium rare od zwykłego rare, ale zamawiałem smacznie zgrillowanego burgera a nie surowe mięso. Minus i to duży.

W ramach poprawy nastroju, z muzyką mariachi w uszach ruszyłem w stronę TACO LIBRE na kolokwialnie mówiąc- pysznie wyglądające meksykańskie żarcie.

wp-1460986518804.jpeg
Flagowe danie TACO LIBRE

Panią w wozie poprosiłem o kwintesencje TACO LIBRE , czym było Tacos al Pastor.

Grillowana wieprzowina z ananasem, posypana cebulą i kolendrą, plus średnio pikantne sosiki i limonka.

Muchas Gracias TACO LIBRE!

Po tych delicjach ( i niestrawności po burgerze ), zakończyliśmy sobotni dzień z mieszanymi uczuciami (przynajmniej ja).

NIEDZIELA

Pisząc recenzję wydarzenia i food truck’owego jadła doszedłem do wniosku, że zrobiłem sobie podróż po klimatach związanych z twórczością duetu Tarantino& Rodriguez. Bo jakże nazwać mój niedzielny wybór o nazwie Kill Grill Burger & Sandwich Bar? 🙂

wp-1460986514509.jpeg
Ciekawe opakowanie

Postawiłem na burgera szefa z pysznym grillowanym kawałem mięsa, sosami i extra marynowanymi cebulkami. Na ten wóz zdecydował się także aktor Robert Więckiewicz, stojący w kolejce po swojego burgera.

wp-1460986508410.jpeg
Jeszcze ciekawsze wnętrze 😉

Podsumowując, po słabym wczorajszym B.B. KINGS, honor burgerów uratowany dzięki Kill Grill Burger & Sandwich Bar.

Na zakończenie imprezy postanowiłem powrócić do klimatów Machety i panów w sombrero.

Wóz PANCZO urzekł mnie bardzo dobrym Burrito. Ekipa z Wrocławia zaserwowała tradycje z wołowiną i super pasującą salsę z mango! Bardzo miło przełamywało nieco ostrzejsze smaki. Zdecydowanie na tak!

Niestety byłem już mocno objedzony i nic więcej nie byłem w stanie skosztować. Do następnego razu!

21 przemyśleń nt. „Żarcie na kółkach – otwarcie sezonu”

  1. a ja jestem zielona i nic nie wiem o tym jedzeniu na kółkach, pewnie u mnie w Kielcach takie eventy nie są organizowane a już na pewno nie w Oslo- w każdym razie fajna sprawa dostać dobre jedzenie z samochodu a nie tylko kebaba który nie smakuje jak prawdziwy kebab. Ja bym zdecydowanie wybrała Twoje posiłki zamiast Michałowych- ale ja jestem baba i za miechem w bułce nie przepadam:)

  2. Ojej! Ale te jedzonka świetnie wyglądają 🙂 Zgłodniałam po takiej porcji zdjęć! Jeśli chodzi o takie imprezy, to nie brałam w nich jeszcze udziału, nie wiem czy u mnie takie coś jest, ale podoba mi się! Muszę poszukać czegoś takiego w okolicy, ale pewnie najbliżej mnie to będzie gdzieś w Krakowie albo Rzeszowie, bo w moim Tarnowie to ogólnie mało takich imprez 🙂

    1. Małgosiu samochody świetnie sprawdzają się na różnych biegach i innych wydarzeniach. Coraz częściej w Warszawie można je spotkać, a jedzenie z nich jest coraz lepsze. Czasem przypomina to restauracyjne. Polecam odwiedzić tego typu wydarzenie.

  3. Świetny pomysł z tym żarciem na kółkach. Z tego, co widzę, można spróbować naprawdę pysznych potraw, a są nawet wegańskie, choć takie jedzenie na kółkach kojarzyło mi się do tej pory głównie z fast-foodem.

Dodaj komentarz