Kłody pod nogi, a ja staram się walczyć!

Witajcie moi drodzy, na wstępie chce Wam podziękować za wsparcie jakie od Was w ostatnim czasie otrzymuje. Jesteście wspaniali i nawet nie chce myśleć, co bym zrobiła gdyby nie Wy!  Jak wiecie od 2 listopada zmieniłam pracę i na razie ta decyzja ma dość ciężkie konsekwencje, ale o tym za chwilę. Cieszę się z nowych wyzwań, już się sporo nauczyłam, a to dopiero 2 tygodnie. Poznaje też sporo ciekawych osób, które zdecydowanie lubią to co robią. To bardzo inspirujące i daje mi mnóstwo motywacji oraz radości. Czasem zapominam, że jestem w pracy.

Możecie uznać, że narzekam i bezpodstawnie tracę czas, ale po 10 godzinach mi się należy! Zresztą liczę, że jak się Wam trochę pożalę to dużo ciekawych pomysłów i motywujących kopniaków dostanę.

Konsekwencją jak już wspominałam na Facebooku jest brak czasu, a co za tym idzie zmęczenie. Sporo czasu spędzam na dojazdach, a ja również pokazuje czas, mogę też spędzić na nadgodzinach (dzisiaj siedziałam 10 godzin, bo wszystko się waliło i paliło). Możecie sobie wyobrazić jak po tych niemal 14 godzinach poza domem wyglądam i ile mam sił na ćwiczenia czy gotowanie.

unsplash-02
Źródło: unsplash.com

Może teraz przesadzam i po prostu potrzebuje czasu, aby się przyzwyczaić (mam taką nadzieję). Staram się czas podróży spędzać jak najbardziej produktywnie i z korzyścią dla bloga niestety obsługa strony na Facebooku czy maila to horror na smartfonie. Rozmyślam, planuje i staram się to wszystko pogodzić. Łatwo nie jest, ale nikt nie mówił, że będzie. Wierzę w to, że jest dla mnie rozwiązanie i mam nadzieję, że nie będzie ono drastyczne.

unsplash-03
Źródło: Unsplash.com

Może jesteście w podobnej sytuacji i udało Wam się znaleźć rozwiązanie? Z chęcią wysłucham wskazówek!

27 przemyśleń nt. „Kłody pod nogi, a ja staram się walczyć!”

  1. 14h poza domem to faktycznie dość sporo. Ja jak zaczęłam prowadzić bloga, a z racji, że jestem jeszcze studentem i harmonogram też nie najlepszy kupiłam tablet, żebym mogła być na bieżąco z blogiem i fb, bo faktycznie na smartfonie trochę ciężko wszystko ogarnąć. Powodzenia życzę! 🙂

  2. Mam za sobą kilka ,,początków”, nowych wyzwań. Mi pomogła rutyna. Codziennych porannych kilka małych drobiazgów na wyciszenie i relaks. Do zadań blogowych polecam phablet – 6 cali jest ergonomiczne. A możliwosci netbooka.

  3. przede wszystkim nie możesz dopuścić do sytuacji, żeby praca niszczyła Twoje zdrowie i życie.

    mam nadzieję, że to tylko chwilowy młyn i lada dzień sytuacja się uspokoi.

  4. Współczuję, bo wiem jak to jest, też przed przeprowadzką mieszkałam bardzo daleko od pracy i dojeżdżałam prawie po 2h w każdą stronę, a potem jeszcze gotowanie, sprzątanie, zakupy, nauka języków obcych i sama nie wiem jak znajdowałam jeszcze siły na fitness, ale ćwiczyłam, czasami tylko po 30 minit, ale jakaś aktywność fizyczna zawsze była. Ty z czasem też się przyzwyczaisz się, jestem tego pewna! Trzymaj się! :*

  5. … głowa do góry, Kochana! Każdy ma takie okresy w życiu, kiedy świat pędzi na łeb, na szyję a my razem z nim. Chwila pospiechu i znów wszytsko wróci do normy. Grunt to mieć dobry plan organizacji swojego czasu 🙂 Widzimy, że się starasz nadrobić ze wszystkim, więc weź głeboki oddech i do przodu! 🙂

    Pozdrawiam serdecznie!

    Ps. nie zapomnij o siebie dbać, bo aura za oknem nie rozpieszcza!

  6. wiem dokładnie przez co teraz przechodzisz- kiedyś pracowałam po 12 h i dojeżdżałam tylko kilkanaście kilometrów ale autobusy na moją wiochę jeździły tak rzadko że do domu trafiałam po 1,5 h od zakończenia pracy…a w wolny dzień odsypiałam i tak w kółko- ale do każdej sytuacji człowiek jest się w stanie dopasować- uwierz mi przywykniesz- wiem z autopsji, teraz jest ciężej dodatkowo bo dzień jest tak krótki że nie trzeba długo pracować a i tak odechciewa się jakiegokolwiek działania- u mnie już się ściemnia w Oslo a dopiero 16sta…3mam kciuki abyś się szybko przystosowała:)

  7. Ja przez 1,5 roku pracowałam na 1.5 etatu i nie miałam czasu prawie na nic. By ugotować obiad, zjeść na spokojnie, by iść pobiegać. Pracowałam też w weekendy. Cóż, organizm poddał się i w sierpniu postanowiłam zmienić pracę. Niestety mieszkam w bardzo małym mieście gdzie kobiety zarabiają mało, i aby coś odłożyć pieniędzy ( choćby na nową pralkę bo stara się zepsuła) trzeba pracować więcej niż 8 godzin.

  8. Aniu, byłam w podobnej sytuacji jak Ty w zeszłym roku, też mnie nie było 14 a nawet czasem więcej godzin poza domem (praca niby fajna 8 godzin – wychodzisz i nie myślisz) ale dojazdy mnie wykańczały. Na nic nie miałam siły i czasu.To tak jakby cały dzień żyć pracą- koszmar.

    Jedynie w weekendy miałam czas na ogarnięcie życia. Ja zrezygnowałam w ostateczności – powód istotny : zaczęli obcinać nam pensje. Ale w istocie się cieszyłam – że nawet przestali wypłacać bo mogłam w końcu odetchnąć.Oczywiście nie sugeruję CI takiego rozwiązania. Mmm a masz możliwość dogadania się z szefem i brać część zajęć czy projektów do domu – (nie wiem w jakim charakterze masz pracę) ?

  9. Więc mam takie wrażenie, że pracodawcy coraz bardziej wykorzystują swoich pracowników nie dbając o ich zdrowie psychiczne. Spędzanie 10 godzin w pracy nie należy do rzeczy przyjemnych. Na razie masz ekscytację i zapominasz o tym, że jesteś w pracy, ale jak przyjdzie rutyna to dopiero będziesz sfrustrowana. Ja tak miałam nie raz. Mało tego w moim przypadku pokazując CV ze skończonymi dwoma a teraz trzema fakultetami i masą podyplomówek, byłam i zawsze będę osobą, którą można wykorzystać na kilku płaszczyznach. Z jednaj strony plus a z drugiej nikt się nie patrzy czy Tobie jest z tym dobrze.
    Ostatnio zauważyłam, że w swojej pracy robię tylko to co muszę a dodatkowe rzeczy to tylko to na co mam ochotę. Stałam się bardzo asertywna, bez tego w dzisiejszej pracy ani rusz.

    KEEP YOUR PECKER UP –> głowa do góry.

  10. Trzymam kciuki, żeby wszystko się w miarę szybko wyprostowało! 🙂 Z tego co zrozumiałam nie dojeżdżasz autem? Wiem, że to może być bardzo męczące po całym dniu pracy lub jeszcze przed pracą, ale może uda się wykorzystać ten czas? Z doświadczenia pamiętam, że powroty były dużo cięższe i starałam się wykorzystać ten poranny czas spędzony w podróży. Powodzenia! 🙂

  11. Ja sama obecnie bardzo często nadrabiam blogowe zaległości właśnie w trakcie podróży, czyli w drodze na uczelnię lub z uczelni do domu, choć rzeczywiście czasem bywa to denerwujące, ponieważ człowiek niechcący coś kliknie (bo autobus podskoczy na dziurze) i nagle zupełnie niechcący usuwa skrupulatnie wystukany na tej małej klawiaturze komentarz. Cholera jasna mnie wtedy strzela, no ale co poradzić 😀
    Sama przekonałam się, że tak naprawdę wszystko jest kwestią dobrej organizacji. A Ty z pewnością z czasem przyzwyczaisz się do nowego rozkładu dnia i jeszcze tak sobie wszystko poukładasz, że nagle będziesz mieć mnóstwo wolnego czasu 🙂

  12. Kurczę, 14 h poza domem to rzeczywiście słabo :/ Z czasem jednak pewnie się przyzwyczaisz, jakoś zorganizujesz i nie będzie sprawiało Ci to takiego problemu. Co do drogi nie myślałaś nad zaopatrzeniem się w jakiś tablet? Z pewnością działałoby się na nim sprawniej niż na smartfonie i droga byłaby bardziej produktywna 😉

  13. Ja bym wykorzystała czas na czytanie, bo w tej dziedzinie mam straszne zaległości.
    A co do nowej pracy – przyzwyczaisz się. Zmiana pracy to zawsze wyzwanie – także dla naszych codziennych przyzwyczajeń.

  14. Biedactwo. Myślałam, że tylko ja taka szalona.. w takich momentach pomyśl, że jest więcej takich sierotek jak Ty.

    od tygodnia nie byłam biegać i mam o wiele mniej siły niż normalnie. Wiem, że jak pójdę to będę się lepiej czuła ale jakoś no kurcze nie mogę się zebrać.

    Dasz radę! To na pewno tylko chwilowe :*

  15. O kurczę! Szczerze współczuję 🙁 Uważam, że to trochę za dużo… 🙁 Mam nadzieję, że niedługo wejdziesz w ten rytm już tak na 100%, albo że aż tak strasznie długo nie będziesz musiała zostawać w pracy…trzymaj się!

  16. Też staram się wszystko ogarnąć i poukładać. Czas dojazdu też staram się wykorzystywać na różne aktywności, ale bywa różnie. Czasem po prostu sobie odpuszczam i myślę, że przecież nie mogę mieć nad wszystkim kontroli i trzeba mieć dystans do tego, co się dzieje. Wtedy wszystko staje się prostsze 🙂
    Będzie dobrze ! 🙂

Dodaj komentarz