Biegnij Warszawo 2015 – mój debiut na 10 km!

Biegnij Warszawo to na pewno jeden z największych biegów w Warszawie i właśnie ten bieg wybrałam jako swój debiut na dystansie 10 km. Jeśli czytacie moje wpisy i śledzicie stronę na Facebooku to wiecie, że strasznie się denerwowałam, czy dam radę. Z moją tuszą nie jest to takie oczywiste. Muszę przyznać, że ten bieg udowodnił mi, iż bardzo mało wiem o bieganiu i swoich siłach…

Każdy z nas ma jakieś granice, których przekroczenie okazuje się dla nas trudne. Ja mam wiele takich ograniczeń, ale staram się je pokonywać. Jednym z nich jest dystans jaki pokonywałam biegiem. Pierwszym takim sukcesem było dla mnie 5 km, ale potem nagle przestałam biegać więcej i oscylowałam wokół tego dystansu. To zgubna pułapka… Zdarzało mi się pokonać 6, czy 8 km, ale dziesiątka była takim złotym graalem. Aby się przemóc postanowiłam zapisać się na Biegnij Warszawo, oczywiście z siostrą!

slimsizeme_festiwalbiegowy
Źródło: festiwalbiegowy.pl

Przygotowania do tego biegu zaczęłam miesiąc przed, wcześniej biegając ok. 2 razy w tygodniu. To mało czasu i jeśli będziecie planować takie starty polecam przygotowywać się ok. 2 miesięcy. Wtedy można popracować nad lepszą prędkością, czy wytrzymałością.

bwa15_02_mkz_20151004_115735_1
Źródło: Fotomaraton.pl

W dniu biegu pogoda dopisała. Biuro zawodów oraz depozyt znajdowały się na stadionie Legii. Fajne miejsce, gdzie można było bez problemu znaleźć miejsce siedzące z widokiem na murawę. Poza dobrą rozgrzewką poprowadzoną przez Runner’s World i Zumbą, rozrywek było mało. No, ale nie o to chodziło! Główną atrakcją tego dnia pozostawał bieg, a na trasie organizatorzy sprawdzili się mistrzowsko.

bwa15_02_mkz_20151004_121612
Źródło: Fotomaraton.pl

Wraz z siostrą ustawiłam się w najlepszej czyli IV fali ;). Start był planowany na 12:00 jednak w związku z tym, że było nas naprawdę dużo (ok. 9 tysięcy), biegaczy puszczano w 3 turach. Mniej więcej po 15 minutach znalazłyśmy się na trasie. Na początku biegło mi się dobrze, bo bardziej żyłam emocjami niż tym, że biegnę. Niestety gdzieś w połowie kilometra złapała mnie kolka i trzymała jakiś kilometr. Nie było łatwo, ale ja nie zwolniłam. Co śmieszniejsze po fakcie dowiedziałam się, że Iwona też w podobnym momencie walczyła z tymi samymi dolegliwościami.

bwa15_01_gbs_20151004_133528_2
Źródło: Fotomaraton.pl

Mniej więcej co kilometr lub dwa rozstawione były „zagrzewajki”. Były to zespoły muzyczne, bębny, DJ-e, a nawet zawodnicy rugby. Mój ulubiony, był rozstawiony w okolicach pierwszego, a Panów znałam już z Samsung Irena Women’s Run. Powiem tak Wokalista był bardziej spocony i wyskakał więcej niż niejeden biegacz. To się chwali! Takie akcenty podczas tego biegu, bardzo mi się podobały.

bwa15_01_wlc_20151004_132416_1
Źródło: Fotomaraton.pl

Trasa prowadziła przez ciekawe miejsca w Warszawie i mniej więcej do 7 km, czułam się wspaniale! Podbiegu niemal nie zauważyłam, a tym bardziej nie odczułam. Niestety nie mogę tego powiedzieć o ostatnich 3 km. Już przy Alejach Jerozolimskich czułam się słabo i cieszyłam się, że to już z górki. Na 8 km znaleźliśmy się na Placu Trzech krzyży, było strasznie gorąco, a woda w butelce była letnia (fu!). Gdy usłyszałam, że jest już 9 miałam ochotę przejść do marszu. Jedynie siłą woli zmusiłam się do biegu ostatniego kilometra. Zbieg był przyjemnością, a na ostatniej prostej udało się nawet nieco przyspieszyć, chociaż już zupełnie nie wiedziałam, skąd bierze się ta energia.

bwa15_01_mz_20151004_133710_1
Upragniona meta || Źródło: Fotomaraton.pl

Na Mecie otrzymałam medal i wodę. Na miękkich nogach ruszyłam wraz z siostrą, do M. z którym niefortunnie umówiłam się przy depozycie. Do tej pory nie wiem jak pokonałam schody.  Niestety po biegu okazało się, że to był mocny wycisk dla mojego ciała. Było mi niedobrze, nie chciało mi się jeść i z trudem wmuszałam w siebie wodę, a potem colę (jestem przeciwna piciu tego typu napojów, ale w chwili, gdy spaliłam bardzo dużo kalorii, a nie mogłam jeść, ten napój był błogosławieństwem). Trochę mi smutno, że o ile bieg wspominam miło i z tego co widzę na wszystkich zdjęciach jestem uśmiechnięta (tak, wiem jestem szalona), to po nim czułam się paskudnie przez dobre półtorej godziny. Jednak na pewno nie kończę przygody z 10 kilometrami, chociaż jak wiecie w chwili obecnej postawiłam na CrossFit. Są już plany startu wiosną następnego roku i na pewno z odpowiednim wyprzedzeniem zacznę przygotowania.

Źródło galerii: Fotomaraton.pl
Źródło obrazka w nagłówku: Bieganie.pl

34 przemyślenia nt. „Biegnij Warszawo 2015 – mój debiut na 10 km!”

  1. Gratuluję ! Najważniejsze to pokonywać własne słabości i ograniczenia. Wspaniale, że tak budowałaś swoją siłę i formę na taki dystans i takie wydarzenie. Bardzo dużo Was było na starcie, świetnym pomysłem są takie „zagrzewajki”.
    Trzymam kciuki za dalsze starty i biegi ! 🙂

  2. Fanką biegania nigdy nie byłam…ale…w weekend truchcikiem bo truchcikiem ale wyszłam z domu i tak sobie dreptałam ze 30 min- nie wiem ile przebiegłam ale wiem jedno-uczucie po powrocie do domu i prysznicu-FENOMENALNE! Dlatego mam nadzieję, że bieganie zagosci u mnie na stałe i na pewno chciałabym się kiedyś sprawdzić na podobnym biegu.
    Przykro mi że źle się czułaś po biegu, faktycznie przeforsowałaś organizm ale mam nadzieję, że cię to tylko zmotywuje do dalszych treningów! Wielki szacun, jak dla mnie na razie dystans 10 km jest poza zasięgiem-ale NA RAZIE!:)
    Pozdrawiam!

  3. Jeszcze raz Aniu – bardzo, bardzo Ci gratuluję :)Odnośnie tej słabości – bo nigdy nie przewidzimy w 100 % rekcji naszego organizmu a ja zawsze po zawodach staram się wypić izotonik aby zapas elektolitów utraconych wyrównać. Zaś ostatnie mdłości – pamiętam jak wzięły mnie w drodze powrotnej po półmaratonie w samochodzie kolegi – kiełbasa i grochówka nie została zbyt dobrze przyjęta wtedy po olbrzymim wysiłku.
    Czytałam nawet ongiś, że po wyczerpującym wysiłku mamy wrażliwsze żołądki.
    Ale pomijając sprawy gastryczne – jeszcze raz Tobie i Twojej siostrze bardzo gratuluję 🙂

  4. Moje gratulacje za pokonanie bariery 🙂 Sama jestem ciekawa, czy potrafiłabym przebiec 10 km, ponieważ nie biegam na co dzień. Pewnie bez najmniejszego przygotowania byłoby niesamowicie ciężko. Stąd tym bardziej cieszę się, że Tobie się udało, nawet jeśli już po samopoczucie nie dopisało. To kiedy następny bieg na 10 km? 😉

  5. Wspaniale 🙂 Ja odnalazłam się w jeździe na rowerze, niestety w okolicy mało organizowanych jest rożnych tras, rajdów itd . Ale mam już swoją drużynę rowerową i to mnie bardzo cieszy 🙂

Dodaj komentarz