Dzień 20 – Dlaczego nie lubię weekendów.

Weekend to według mnie najgorszy czas dla diety, ponieważ przeważnie siedzimy w domu, łatwiej jest o myśli typu – nudzę się, a więc coś zjem. W dni wolne często też gościmy u rodziny na ‚obiadkach’, gdzie stół ugina się od jedzenia. Ile razy oprzemy się pokusie, zanim nie popłyniemy na całego i nie zniweczymy naszych starań? A może wam się to nie zdarza albo macie jakieś sprawdzone sposoby?

Z racji tego, że mam dość ciężką pracę, może nie wyczerpującą fizycznie, ale psychicznie, w weekendy staram się spędzać czas w domu, do maksimum wykorzystując czas na regenerację i naładowanie akumulatorów na kolejny tydzień. Oczywiście nie kładę się do łóżka na 2 dni. Czasem jednak lenistwo jest mi ogromnie potrzebne.

Tylko, że jak tak siedzę, to w głowie pojawiają się myśli co to bym nie zjadła. Pomimo tego, że nie jestem głodna, ani też przesadnie się nie nudzę, bo jednak lubię jak wokół mnie coś się dzieje. Wiele razy udaje mi się od tych myśli opędzić, dodatkowo odmawiam wszystkich zakazanych potraw, którymi mnie częstują. Jednak w tym tygodniu moja silna wola, pojechała na wakacje i skończyło się na tym, że diety nie było.

Czy jestem z tego powodu zła? TAK. Czy robię sobie wyrzuty sumienia z tego powodu? Chyba, NIE… Ponieważ staram się nie przejmować potknięciami i nie napędzać zamkniętego kręgu: Jem coś niezgodnie z dietą – > Mam wyrzuty sumienia -> Dalej jem to co nie powinnam, bo zagłuszam sumienie.

Jak temu przeciwdziałać? W moim wypadku sprawdza się na pewno wysiłek fizyczny: chcesz czekoladę, idź pobiegaj, przejdzie ci (na prawdę działa). Zająć się czymś np. malowaniem paznokci. Spróbować wypełnić żołądek płynami: duża ciepła herbatka, wypełni żołądek. Jak nic nie pomoże warto coś zjeść np. jogurt z miodem, owoc, warzywo – bo możliwe, że jesteśmy głodni i po prostu w ten sposób nasze ciało dopomina się o posiłek.

Zamień cukier na przyprawy, biały ryż na brązowy, biały chleb na ciemny
Źródło: KLIK!

 Tylko czemu znamy rozwiązania, a nie umiemy ich zastosować.

8 przemyśleń nt. „Dzień 20 – Dlaczego nie lubię weekendów.”

  1. Fajny blog 🙂 Ja też właśnie zmagam się z dietą! Co prawda na razie jest ok, ale nie ukrywam, że trochę boję się o swoją wytrwałość! Bieganko to świetna sprawa, szczególnie z rana ! Pozdrawiam i zapraszam do mnie 🙂

  2. Mam tak samo! Cały tydzień mam zajęcie, więc nie mam czasu myśleć o jedzeniu,a przychodzi weekend, narzeczony włącza wieczorem film, bierze coś do jedzenia i tak mnie kusi :DD, ale nic, grunt to silna wola!:)

  3. och tak, dla mnie najgorsze są weekendy za własnym domem, na rodzinnych spotkaniach, z pysznościami, których nie można odmówić 🙂 We własnym domu nie jest źle, ale fakt lepiej wyjść z niego na dłużej nawet w weekend :), żeby spalić trochę kalorii i nabrać „zdrowego” apetytu 😉

  4. Weekendy są ciężkie, szczególnie w okresie karnawału kiedy moja babcia robi pączki ;( żadna siła nie jest w stanie zmusić mnie do niezjedzenia tych pyszności. A dupa rosnie 😛

    1. Ja nie jestem osobą perfekcyjną. Rozumiem, że czasem można zjeść ciastko, nawet odchudzając się. Jednak obóz ładowania w siebie jak w śmietnik, całe 2 dni to niezdrowa przesada… Także w weekend ciastko tak,ale nic więcej.

Dodaj komentarz